Egzaminy eksternistyczne – liceum w trzy tygodnie? Część 1.

Egzaminy eksternistyczne? O czym Ty mówisz?

W tym wpisie poruszę temat, który w internecie tak naprawdę nie został właściwie opisany. Przynajmniej ja nie natrafiłam na żadne godne zaufania źródła, kiedy poszukiwałam informacji.

Jedyne, co znalazłam to:

  1. Wpisy na forach internetowych, głównie od osób, które same chciały się czegoś dowiedzieć. Pozbawione w większości rzetelnych informacji, na których można się oprzeć. Ilość: znikoma. Przydatność: minimalna
  2. Strona CKE, która opisywała egzaminy eksternistyczne od strony czysto „teoretycznej”, to znaczy kiedy są przeprowadzane, co trzeba zdać, jak się zgłosić i tak dalej. No pod tym względem nie ma się do czego przyczepić, bo dane były bardzo dokładne, klarowne. Mi jednak brakowało „ludzkiego czynnika”, doświadczeń prawdziwej osoby, która przez nie przeszła. Ilość: kilka stron (CKE i poszczególnych OKE). Przydatność: spora, jeśli chodzi o procedury same w sobie, ale żadna, jeśli chodzi o przebrnięcie przez nie.
  3. Reklamy szkół oferujących przygotowanie do egzaminów w rok, pół roku, a nawet w miesiąc! Przez internet, stacjonarnie w większych miastach, a wszystko to za drobną opłatą. Ilość: od cholery. Przydatność: żadna.

Słabo co?

Też tak myślałam, kiedy pierwszy raz researchowałam frazę „egzaminy eksternistyczne” i zaczęłam rozważać przystąpienie do nich. Już wtedy postanowiłam sobie, że jeśli się na nie zdecyduję, to później opiszę ten temat z perspektywy kogoś, kto do nich podszedł. Wtedy trochę jeszcze mnie zastanawiało, dlaczego tak mało jest informacji na ten temat.

Niedługo później zrozumiałam, kiedy któraś z kolei osoba robiła wielkie oczy, jak mówiłam, że chciałabym zdać egzaminy eksternistyczne zamiast dalej chodzić do LO. Nawet ludzie „z branży”, czyli nauczyciele, dyrektorzy szkół, nie mieli pojęcia, że coś takiego w ogóle istnieje, a co dopiero „jak to działa”.

Brakowało mi odpowiedzi drugiego człowieka – co to są te egzaminy eksternistyczne?

Dlatego dzisiaj, będąc już po wszystkim – mam nadzieję – chciałabym w miarę możliwości dogłębnie opisać czym te egzaminy eksternistyczne właściwie są. Postaram się wyczerpać temat, przywołując własne pytania i wątpliwości, to, na co zwróciłam uwagę podczas całego procesu i tak dalej. Pewnie ten post będzie kosmicznie długi, no ale sporo mam do opowiedzenia.

Jeśli jednak nadal coś będzie dla Ciebie niejasne, to śmiało pisz w komentarzu, odpowiem na ile będę mogła. A jeżeli z jakichś przyczyn nie chcesz pytać tutaj, możesz napisać na mój email: feedyoustrawberries@gmail.com. Bardzo mi zależy, żeby moi „następcy” mieli chociaż trochę łatwiej niż ja. Zdaję sobie sprawę, jak ciężko jest podjąć taką decyzję, szczególnie, gdy nikt dookoła nie wie, co zamierzacie zrobić, czy tak się w ogóle da… Brak sensownych i wiarygodnych informacji na pewno nie pomaga. Ze swojej strony zrobię co w mojej mocy, żeby jakoś pomóc.

 

Najpierw odpowiem na takie podstawowe pytania:

Czym są egzaminy eksternistyczne?

Jest to forma ukończenia edukacji na poziomie podstawówki, gimnazjum lub liceum. Zdanie ich gwarantuje świadectwo i wykształcenie, zależne od typu szkoły. Z tego, co wiem, podobnie można skończyć zawodówkę, ale tam kwestie się trochę różnią. Ja skupię się na tych, które pisałam, czyli z zakresu liceum.

Kto może przystąpić do egzaminów eksternistycznych z zakresu liceum ogólnokształcącego?

Każdy, kto ukończył 18 lat i posiada świadectwo gimnazjalne/ośmioletniej szkoły podstawowej. Niezależnie od tego, czy uczęszczał do liceum, czy do innej szkoły ponadgimnazjalnej. Zaliczone klasy liceum też nie są istotne – zdaje się „całe” liceum naraz, bez podziału na 1, 2 i 3 klasę.

Do jakich egzaminów trzeba podejść?

Aby uzyskać świadectwo ukończenia liceum ogólnokształcącego trzeba zdać 11 egzaminów, każdy z nich później trochę opiszę. Wszystkie przedmioty są na poziomie podstawowym, czyli nie ma rozszerzeń. Zaliczyć trzeba:

  • język polski
  • język obcy (angielski, niemiecki, francuski, rosyjski – ja wybrałam angielski)
  • matematykę
  • historię
  • wiedzę o społeczeństwie
  • podstawy przedsiębiorczości
  • chemię
  • fizykę
  • biologię
  • geografię
  • informatykę

Jak podzielone są egzaminy eksternistyczne?

Są one podzielone na dwie sesje w roku: sesję jesienną i sesję zimową. Pierwsza z nich odbywa się w październiku, druga w lutym. Każda sesja obejmuje wszystkie egzaminy, ale nie trzeba podchodzić do każdego z przedmiotów jednocześnie. Można sobie rozłożyć je na kilka sesji. Ja osobiście zdecydowałam się zdawać je za jednym razem, w minionej sesji jesiennej, jednak jeśli ktoś nie czuje się na siłach, to może dowolnie dobierać egzaminy.

W ilu sesjach należy zdać egzaminy?

Po dopuszczeniu do egzaminów przysługuje 5 sesji (w moim przypadku: jesienna 2017 – zimowa 2020), w których należy zaliczyć wszystkie przedmioty. Dotyczy to także tych niezdanych za pierwszym podejściem. W tym czasie można podchodzić do każdego z egzaminów (czyli w każdej z sesji zdawać dowolny przedmiot, niezależnie od tego, czy już się go oblało). Jeśli wyznaczone sesje dobiegają końca, a są jakieś niezaliczone egzaminy, można ubiegać się o przedłużenie okresu zdawania.

Ile punktów trzeba mieć, aby zdać?

Punkty przeliczane są na procenty, a te z kolei na oceny. Aby zdać należy mieć 30%, czyli 12 punktów z każdego egzaminu (zawsze maksimum to 40 punktów). Tabelkę z dokładną skalą znajdziecie na stronie.

Czy egzaminy eksternistyczne są płatne?

Tak. Opłata wynosi 173,20 zł za jeden egzamin. Wychodzi dość sporo w sumie, ale jeśli rozłoży się egzaminy w czasie, to także koszty się rozłożą. Ponadto można ubiegać się o zniżkę 50%, a nawet całkowite zwolnienie z opłaty po spełnieniu odpowiednich warunków. Nie należy zatem się obawiać, że brak pieniędzy całkowicie przekreśla szanse na podejście do egzaminów.

Chyba z takich podstaw to wszystko, resztę informacji o procedurach (wnioski, terminy, warunki) znajdziecie na stronie CKE – www.cke.edu.pl – w zakładce „egzamin eksternistyczny”. Pomocne będą także strony waszych OKE.

Teraz trochę o mitach, z jakimi zetknęłam się odnośnie egzaminów eksternistycznych:

1. Świadectwo uzyskane eksternistycznie ma mniejszą wartość, niż świadectwo „normalnego” liceum.

To nie jest prawda! One niczym się nie różnią, prócz małego szczegółu – w miejscu „nazwa szkoły” jest wpisane „zdane eksternistycznie”. Każda instytucja jest zobowiązana je uznać i to na takiej samej zasadzie. Jedyne osoby, które mogą się przyczepić, to będą ludzie, którzy z zasady gardzą innymi od nich. Ale takim to nie dogodzisz nigdy, nawet dyplomem z Harvardu – bo słabe oceny, bo to w sumie żadna sztuka, bo pewnie kupione.

2. Nie można podejść do matury po egzaminach eksternistycznych.

To chyba największa bzdura, jaką słyszałam. Większość osób właśnie po to zdaje egzaminy eksternistyczne – żeby podejść do matury. Mało tego! Można do niej podejść jeszcze w tym samym roku szkolnym, co do egzaminów, pod warunkiem zaliczenia wszystkiego najpóźniej w sesji zimowej (czyli luty 2018 dla matury w maju 2018).

Deklaracji maturalnej dla zdających liceum eksternistycznie poświęcę jednak osobny post za jakiś czas, bo zwyczajnie jej jeszcze nie składałam, a też chciałabym rzetelnie opisać cały proces.

3. Aby podejść do egzaminów, trzeba ukończyć specjalną szkołę przygotowującą do nich.

NIE! To absolutnie bujda. Te egzaminy eksternistyczne w istocie są przecież „furtką” dającą wykształcenie średnie (niepełne – pełne z maturą dopiero) bez obowiązku uczęszczania do jakiejkolwiek szkoły. Tego typu instytucje, rzecz jasna, będą się starały wam wmówić, że to konieczne, bo dla nich to zysk.

Wydawało mi się to oczywiste, ale pod salą egzaminacyjną słyszałam wiele rozmów na ten temat. Wynikało z nich, że spora część osób dała się na to nabrać i zapisała się na kursy. Nie byli jednak zadowoleni – skarżyli się na nieustannie odwołane zajęcia, brak zainteresowania ze strony nauczycieli (róbta co chceta) czy nieumiejętne nauczanie/powtarzanie materiału.

Osobiście nie byłam zaskoczona słysząc to, bo tego właśnie się spodziewałam po wszelakich placówkach „liceum w 5 minut!”…

Nie dziwię się jednak, że wiele osób się na ten marketing nabrało, skoro nawet w google po wpisaniu „egzaminy eksternistyczne” wyskakują głównie reklamy takich, pożal się Boże, szkół. Jeśli wy uznacie, że warto jednak skorzystać, to już wasza sprawa. Ja do egzaminów przygotowywałam się głównie sama, ale zdaję sobie sprawę, że większość może czuć się pewniej z jakąś pomocą.

Moim zdaniem, są lepsze sposoby.

Zachęcałabym raczej do korepetycji z wybranych przedmiotów. Nie musi to być przecież płatny korepetytor – może to być ktoś z rodziny, znajomy, który raz w tygodniu zgodzi się posiedzieć z wami chwilę. Gwarantuję, że znajdziecie taką osobę – w moim przypadku to była mama, która poświęciła bardzo dużo swojego czasu na uczenie mnie matematyki, za co bardzo jej dziękuję!

Jeśli naprawdę nie ma nikogo, kto może wam pomóc, to pamiętajcie, że przecież mamy internet. A co za tym idzie strony z mniej lub bardziej przydatną wiedzą. Są filmiki z poradnikami – np. do matematyki polecam matemaks.pl, gdzie oprócz teorii czy wzorów są zadania z rozwiązaniami video, gdzie wyjaśnione jest wszystko krok po kroku, aż do wyniku. Można też tradycyjnie zakupić książki z zadaniami, repetytoria…

Naprawdę nie potrzebujecie takich „szkół”, żeby zdać egzaminy eksternistyczne. Jeśli już chcecie inwestować w przygotowanie do egzaminów, to można dużo lepiej ulokować te pieniądze. Ale przede wszystkim uwierzcie w siebie, dacie radę!

Natomiast odpowiadając jeszcze raz na pytanie – trochę się rozgadałam – nie, nie musicie chodzić do żadnej szkoły ani nic kończyć (prócz gimnazjum/ośmioletniej podstawówki), aby podejść do egzaminów.

Może przybliżmy teraz sam przebieg egzaminów – od złożenia wniosku aż po oczekiwanie na wyniki.

Dla ułatwienia ja posłużę się swoimi datami, żeby darować sobie te urzędnicze gadki „na dwa miesiące przed rozpoczęciem bla, bla, bla…”. Przypominam, że zdawałam egzaminy w sesji jesiennej. Zatem jeśli ktoś będzie chciał podejść do nich również w sesji jesiennej, to daty będą się mniej-więcej pokrywać (wiadomo, oprócz roku). Jeśli ktoś będzie podchodził do nich w sesji zimowej to wystarczy zamienić „październik” na „luty” i też będzie się pi razy drzwi zgadzać. Dokładne daty dla waszych sesji i tak musicie sprawdzić na stronie, bo część z nich jest „ruchoma”.

Pierwszy etap – do 31 lipca 2017

Do tego dnia musiałam dostarczyć do OKE (okręgowej komisji, która odpowiada za egzaminy w waszym regionie, w moim przypadku Wrocław) następujące dokumenty: wniosek o dopuszczenie do egzaminów (dostępny na stronie), świadectwo ukończenia gimnazjum, skan dowodu osobistego. Można to zrobić zarówno osobiście, jak i przesłać listem poleconym. Wówczas decyduje data stempla pocztowego.

Chwilę zatrzymam się przy świadectwie gimnazjalnym, bo w moim przypadku jest z nim związana pewna historia.

Na żadnej ze stron, nawet po przewertowaniu ich od deski do deski, nie znalazłam dokładnej informacji, czy to ma być kopia, czy też oryginał. Po namyśle wysłałam duplikat, uznałam, że oryginał zawsze mogę później dostarczyć, jak mnie już przyjmą. Sugerowałam się również aplikacją do szkoły, gdzie także najpierw dostarcza się kopię, a po przyjęciu dopiero oryginał.

Bez większego stresu, wysłałam.

31 lipca otrzymałam odpowiedź, że owszem, dostanę się, pod warunkiem, że do 31 lipca wpłynie do OKE Wrocław oryginał świadectwa. Zrobiłam się cała czerwona. Tak, dobrze widzicie. Nawet choćbym nie wiem jak bardzo chciała, to nie byłam fizycznie w stanie tego zrobić. Była 18.00, OKE już nieczynne, a do Wrocławia jakieś 2oo km. O trzeciej w nocy wyruszyłyśmy z mamą z zamiarem czekania pod siedzibą i błagania pierwszej napotkanej pracowniczki o litość.

Punkt siódma stałyśmy pod OKE, czynne od ósmej.

Około 7.30 pojawiła się jakaś pani, która po wysłuchaniu naszych gorzkich żali wpuściła nas i powiedziała, że zawoła koleżankę, która za to odpowiada. Po chwili okazało się, że koleżanki nie ma, bo jest na zwolnieniu, także przesympatyczna pani wzięła moje świadectwo, bez żadnych tłumaczeń czy próśb. Powiedziała, że też mieszka na wsi, także wie, jak to z pocztą bywa. A na pytanie, czy na pewno mnie przyjmą odpowiedziała, że „jak ona mówi, że przyjmą, to przyjmą”.

Dodała też, że w sumie to można zabrać już ten oryginał, bo wystarczyło, aby pracownik OKE je zobaczył i zatwierdził. Ja jednak nieszczególnie chciałam mieć to świadectwo, więc je zostawiłam – drugi raz to może nie przejść, niech tam leży.

Dzięki tej pani i jej wyrozumiałości, dopuszczono mnie do egzaminów.

A wam radzę załączyć oryginał od razu, ewentualnie duplikat i oryginał. I tak wam go zaraz odeślą, a przynajmniej unikniecie moich przeżyć.

Drugi etap – 18 sierpnia 2017

Dostałam odpowiedź w sprawie dopuszczenia do egzaminów. Może doszła wcześniej, ale wtedy ją odebrałam. Jako, że była pozytywna, to otrzymałam informacje o: formularzu do wypełnienia, czasie zdawania (od sesji jesiennej 2017 do sesji zimowej 2020) oraz numerze konta, na który należy dokonać wpłaty.

Trzeci etap – do 31 sierpnia 2017

Musiałam do tego dnia dosłać formularz, w którym deklaruję, do jakich egzaminów podchodzę w danej sesji. Ja wybrałam sesję jesienną i wszystkie przedmioty. W związku z tym również do 31 sierpnia musiałam dokonać wpłaty na podane konto za wszystkie egzaminy.

Czwarty etap – 12 września 2017

Odebrałam list z harmonogramem egzaminów w sesji jesiennej oraz miejscem ich zdawania. Dla OKE Wrocław są to już od lat (sprawdzałam stare harmonogramy) Elektroniczne Zakłady Naukowe we Wrocławiu.

Piąty etap – od 6 do 21 października 2017

Zdawałam egzaminy, o których opowiem za chwilę po kolei.

Szósty etap – 24 listopada 2017

Tego dnia mam otrzymać wyniki egzaminów i będę już wiedziała co dalej robić – od razu matura, czy może sesja zimowa? (wydaje mi się, że zdałam, ale ten dzień to zweryfikuje) 

I już. Zapętlić to ewentualnie od etapu trzeciego, jeśli zdajecie w kilku sesjach. Wydaje się tego dużo, zwłaszcza, jak się czyta te procedury na stronie, ale tak naprawdę to nie jest tak źle przez to przebrnąć. Egzaminy eksternistyczne nie są takie straszne, w każdym razie od strony formalnej.

Nie przypuszczałam, że ten wpis będzie aż taki długi, dlatego postanowiłam jednak go podzielić.

W drugiej części, do której link podam wam tutaj, zrobię dokładny opis poszczególnych egzaminów z każdego przedmiotu i podzielę się prywatnymi odczuciami.

Edit: Druga część wyszła mi jeszcze dłuższa, także podzieliłam to na kolejny wpis, część trzecia będzie tutaj.

Tymczasem mam nadzieję, że już ten wpis wam pomógł chociaż trochę, jeśli zastanawiacie się, czy egzaminy eksternistyczne są dla was.

Jeśli o czymś zapomniałam, to pewnie zrobię edycję lub dopiszę w następnym poście.

Do przeczytania w drugiej części!