Uchodźcy – jacy są naprawdę?

Uchodźcy. Słowo, które budzi panikę.

Podam wam definicję uchodźcy, którą stworzyłam na podstawie obserwacji sytuacji w Polsce, naszych mediach i świadomości społecznej:

Uchodźca – rodzaj zwierzęcia pasożytniczego, obowiązkowo wyznawca islamu z Syrii, terrorysta, zawsze występuje w stadach zwanych hordami. Masowo zalewa rasowo czystą Europę, mnoży się na potęgę, aby w jak najszybszym czasie zdominować tubylcze gatunki ludzi, w tym celu korzysta z owoców ich ciężkiej pracy, pobierając zasiłki socjalne. Niezainteresowany asymilacją.

Aby definicja była pełna i klarowna, muszę dorzucić podobnie opracowaną definicję terrorysty:

Terrorysta – radykalny wyznawca islamu, urodzony z nienawiścią przede wszystkim do chrześcijan, zainteresowany jedynie eksterminacją wyżej wymienionych. W tym celu gotów jest poświęcić własne życie, dla niego liczą się tylko statystyki zabitych cywili.

Założę się, że duża część zapytanych losowo przechodniów zgodziłaby się z tym poglądem. Tymczasem jak jest naprawdę?

Tak się składa, że trochę się znam. Dlatego może najpierw podam definicje bardziej przybliżone do obiektywnego obrazu sytuacji. Mogłabym zapisać je własnymi słowami, ale podeprę się Wikipedią – upierdliwy powie, że to żadne wiarygodne źródło, ale chodzi mi o konkretne pojęcia – a potem zawrę własny komentarz z wyjaśnieniem „po ludzku”.

Uchodźca (ang. refugee, niem. Flüchtling, ros. беженец) – osoba, która musiała opuścić teren, na którym mieszkała ze względu na różnego typu prześladowania. Wynikające z tego zagrożenie życia, zdrowia, bądź wolności jest najczęściej związane z walkami zbrojnymi, klęskami żywiołowymi, prześladowaniami religijnymi bądź z powodu rasy lub przekonań politycznych.

Terroryzm – użycie siły lub przemocy fizycznej przeciwko osobom lub własności z pogwałceniem prawa, mające na celu zastraszenie i wymuszenie na danej grupie ludności lub państwie ustępstw w drodze do realizacji określonych celów.

Jakieś różnice?

Uchodźca =/= Syryjczyk

Terrorysta =/= Muzułmanin

Okej, zgodzę się, że ostatnio uchodźcy z Syrii byli przyjmowani na tyle licznie, że można było zapomnieć z wrażenia, że to wcale nie tylko oni. Azylanci na całym świecie przyjmowani są codziennie od lat – za Wikipedią, od 1951r. pod obecnym pojęciem – mało tego, pochodzą z różnych terenów. Zwykle są to mniejsze grupy lub pojedyncze jednostki. Niektóre miejsca przestały być objęte zagrożeniem, inne od lat stale są na tyle niestabilne, że życie cywilów może tam uchodzić za niebezpieczne. Przykłady?

Obecnie, oprócz Syrii, także Erytrea (o niej będzie później!), Afganistan (również będzie!), Somalia, Sudan Południowy czy Etiopia.

Historycznie mam jeden ulubiony przykład. POLSKA.

Co, szczęka opadła, prawilny patrioto? Tak, trochę mnie śmieszy hipokryzja narodu, który sam „hordami” (jak to pogardliwie się dziś mówi o Syryjczykach) zalewał Europę i resztę świata, zresztą niejednokrotnie w historii, a teraz jest jednym z najbardziej przeciwnych. Trochę kompleks, co?

Uwaga, teraz będzie przynudzanie o historii. Zanim zaczniesz jęczeć, poczytaj. Zobacz, że wszystko się w dziejach powtarza.

Zanim skrajnie konserwatywna część internetów spali mnie na stosie bądź ukamienuje, spieszę z przykładami tych naszych azylanckich czasów:

Chyba najbardziej znamienity, najdłuższy czas. Zabory.

Powstania, Wielka Emigracja, ktoś coś kojarzy? Powinna w zasadzie być „Wielkim Uchodźctwem”. „Oho, co ona o tym wie?”. Wie. Zrobiła pracę badawczą na ten temat na kilkanaście stron. Dlatego w tym przypadku pozwolę sobie fragmenty zacytować:

„Do końca powstania (listopadowego – przyp. aut.) ok. 50 tys. Polaków po opuszczeniu obszarów zaboru rosyjskiego znalazło się na terytorium Prus (ok. 30 tys.) oraz Austrii (ok. 20 tys.).” Tam nie byliśmy jednak zbyt mile widziani. Ruszaliśmy dalej.

„W 1832 roku we Francji żyło 5472 polskich imigrantów, liczba ta z czasem uległa zmniejszeniu, głównie wskutek śmierci części z nich – w 1838 roku wynosiła ona 5128 osób. Oprócz tego państwa, niewątpliwie głównego ośrodka Polaków w czasie Wielkiej Emigracji, duża część z nich osiedliła się również między innymi w Belgii (ok. 200 osób), Wielkiej Brytanii (ok.700 osób), Szwajcarii, Skandynawii, Stanach Zjednoczonych (gdzie do dziś stanowią jedną z liczniejszych mniejszości narodowych), Turcji czy Algierii.”

Tak, my też pobieraliśmy zasiłki, też żyliśmy w ośrodkach dla azylantów. Przykładowo, sytuacja we Francji: „Wiosną 1833 roku zaczęła się likwidacja obozów, w których osiedlono polskich imigrantów. (…)  Zachowano jednak rządowe zasiłki, do których prawo przysługiwało każdemu, kto został uznany za emigranta politycznego”

Troszkę zonk, co? A to nie koniec.

Dalej, „Rząd RP na Uchodźstwie” nie miał po prostu takiej nazwy. Jak tysiące Polaków w okresie drugiej wojny światowej musiał uciekać. I prosić o azyl. Gdzie nam go udzielono?

Na początku szukaliśmy schronienia w krajach sąsiadujących – po przegranej kampanii wrześniowej głównymi kierunkami były Litwa, Łotwa, Estonia, a także Rumunia czy Węgry, na tamten moment neutralne.

Później szukaliśmy azylu na przykład w Wielkiej Brytanii, gdzie także funkcjonował wspomniany rząd. W 1941 roku stanowiliśmy liczną grupę (ok. 116 000 osób) w Persji, czyli dzisiejszym Iranie. Tak, islamiści opiekowali się polskimi sierotami wojennymi. Ci sami, źli, żądni krwi.

W latach 1942-48 Polacy masowo chronili się w Indiach, gdzie także zostali przyjęci. W 1943 roku grupę uchodźców przyjął Meksyk. W następnym roku ciepło przyjęła nas Nowa Zelandia. Czy kiedykolwiek pomyślałeś z sympatią o tych państwach? Czy albo nie pamiętasz o ich istnieniu, albo uważasz się za lepszego od nich?

PRL nie dla każdego był przyjaznym systemem.

A, spójrzcie sobie do definicji, prześladowania polityczne także kwalifikują się do ubiegania się o status uchodźcy. I tak się naprawdę działo. O azyl polityczny poprosił sam Czesław Miłosz, w roku 1951 we Francji.

Prawdziwą falę uchodźstwa zapoczątkował 1980 rok – około 160 tys. Polaków znajduje się w obozach dla azylantów. Najczęściej było to w RFN, USA, Francji. Spore grupy były także w Australii, Skandynawii czy krajach Beneluksu. Jeśli ktokolwiek ma wątpliwości, niech zobaczy, gdzie żyje najwięcej Polonii. I dlaczego jest jej tak dużo.

Dane statystyczne, oprócz tych z pracy mojego autorstwa, brałam z tej strony – tam jest też dokładniejszy opis zjawiska dla zainteresowanych.

Dlaczego kraj, który niejednokrotnie w historii korzystał z gościnności świata, sam teraz chce tej pomocy odmówić innym?

Definicję uchodźcy chyba mamy z głowy, ale został nam jeszcze terrorysta. W powszechnym mniemaniu terroryzm łączy się z Osamą Bin Ladenem, Al Kaidą i generalnie islamem. Media, poprzez stosowane słownictwo, z tego błędu nie wyprowadzają, wręcz przeciwnie, utwierdzają ogół w tym przekonaniu. Tymczasem, terroryzm to znacznie szersze, bardziej złożone i niebezpieczne zjawisko.

Zanim ktoś zarzuci mi brak kompetencji – na ten temat także przeprowadzałam badania naukowe. Także nie sieję tu żadnej (lewackiej) propagandy, poświęciłam sporo czasu na wnikliwe zapoznanie się z tym problemem.

Jakie są rodzaje terroryzmu?

Różne, różniste, zależy kogo spytasz i pod jakim względem patrzysz. Można je klasyfikować według metod działania, osób narażonych, celów… Najczęściej i tak wszystko się jakoś przenika. No ale spróbujmy to ugryźć. Wymienię tylko takie „kluczowe”, na dokładniejsze podziały szkoda czasu, bo i tak w pewnym momencie wszystko sprowadza się do jednego.

Terroryzm zbrojny – te wszystkie ataki, dywersje, sabotaże. Wszystko, co związane z wojskiem czy bronią. Mają na celu zastraszenie ludności pewnego obszaru, wymuszenie konkretnych reakcji, ustępstw. Oprócz Al-Kaidy, możecie kojarzyć skrót IRA (nie, nie zespół). Oni też robią takie sztuczki. Zresztą nie tylko oni, ale pozostali są znani w świecie jeszcze mniej. Dlaczego najgłośniejsze są akcje tych pierwszych? Bo dotykają największy obszar, poza tym atakowane kraje są zwykle mocnymi graczami na arenie międzynarodowej. Jakaś Irlandia Północna? Wielka Brytania i tak ma ich w garści, po co o tym rozpowiadać. Baskonia? To w ogóle teren? W Europie? Serio?

Terroryzm ekonomiczny – zastraszanie poprzez jakieś sankcje czy ograniczenia finansowe. Zwykle występuje w sektorze ekonomicznym, czyli banki albo koncerny. Bywa też reakcją na brak poparcia politycznego między państwami. Coś wam do głowy przychodzi? Jakieś owoce na przykład? Lub surowce?

Terroryzm ideologiczny – no znów trochę ta Al-Kaida, mówiłam, że to się miesza. Tutaj chodzi o wymuszenie poparcia dla jakiejś ideologii, nie tylko religijnej. Opiera się niekoniecznie na walce zbrojnej. Często przyjmuje formę słowną. Nawoływania do wiary w „jedyną słuszną prawdę”, obrażanie i kłamstwa na temat osób odrzucających dany pogląd czy będących zgodnie z nim „gorszych”. Tutaj przykłady sobie daruję, bo to drażliwy temat.

Terroryzm medialny – przejmowanie mediów, taka swoista ich cenzura lub kształtowanie tak, aby pokazywały to, co dana grupa sobie życzy. Mogą to być manipulacje jawne (otwarta propaganda) lub ukryte (symbole). Także temat drażliwy.

To dopiero początek, a wymieniłam takie najbardziej podstawowe formy wedle najprostszego podziału.

Zauważcie, że wszystko sprowadza się do prostego schematu (różnią się jedynie metody i konkretne pobudki):

chęć wymuszenia czegoś na grupie —> wywołanie zamieszania i strachu 

Tak można w skrócie opisać przyczyny i skutki terroryzmu, niezależnie od rodzaju. Chodzi o panikę, niepokój. Zdestabilizowanie porządku. Dlatego im bardziej ulegamy tej atmosferze lęku, nieufności, tym bardziej przybijamy piątkę terrorystom. Im o to chodzi. To jest ich główna broń – masowy strach.

Wróćmy do tematu obecnie najliczniejszych grup uchodźców. Tych okropnych podludzi.

Ja tak szczerze zastanawiam się, ilu z was widziało chociaż jednego? Ale nie w telewizji – w życiu. Ilu z was miało z nimi realnie do czynienia, wysłuchało ich historii? Obstawiam, że niewielu – dlatego tak się ich boicie. Bo ich nie znacie, dajecie się karmić obrazem stworzonym przez media.

Co ja wiem na ich temat? Sporo.

Po raz pierwszy zetknęłam się z nimi w 2015 roku, podczas wakacji. Wtedy temat nie był tak głośny, bo fala imigrantów dopiero się zaczynała. Widziałam to na własne oczy, ale nie do końca wiedziałam o co chodzi. Po powrocie zrozumiałam – ci ludzie byli uchodźcami.

I wtedy też, obserwując medialne przekazy na ich temat, po raz pierwszy zrozumiałam, że zachodzą tam manipulacje. Obraz był zgoła inny, od tego, który zobaczyłam. Sorry, bardziej ufam sobie i własnym przeżyciom. I nie widziałam ludzi, którzy wyrzucali ofiarowaną im pomoc, nie widziałam agresorów, bijących się i szarpiących w tłumach. Nie widziałam samych zdrowych, młodych mężczyzn. Nie widziałam ajfonów ani markowych ubrań.

Byłam wtedy na wyspie Kos w Grecji. To tam była główna furtka imigrantów do Europy. Na głównym placu codziennie było sporo ludzi. Na miejsce wywoływanych grupami osób, pojawiali się nowi. Reszta cierpliwie siedziała. Pierwszeństwo miały kobiety z dziećmi, dlatego też ci niekoniecznie młodzi, niekoniecznie zdrowi mężczyźni musieli dłużej czekać na swoją kolej. Nie mieli dosłownie nic, to co na sobie. Spali pod drzewami, na gołej ziemi. Nie nagabywali ludzi, nie żebrali, nie byli nachalni. Każdy pilnował siebie.

Ja wiem, że te obrazy z mediów „skądś się musiały wziąć” i że były wyjątki.

Ale wyjątki. Oczywiście, te negatywne zostały od razu nagłośnione, odpowiednio zmontowane i opatrzone chwytliwymi hasłami. Reszta, ta normalna większość, przemknęła bez rozgłosu.

Ale to nie na podstawie tego budowałam całość swojej opinii. Chociaż przyznaję, że wtedy już byłam poruszona i dziwiłam się tym protestom, buntom przeciw tym Bogu ducha winnym ludziom. Los mój jednak splótł się z nimi niedługo potem jeszcze silniej.

Jak wspomniałam, mieszkam w regionie przygranicznym. Blisko mam granicę Czech i tych słynnych, muzułmańskich już przecież Niemiec. I tym bardziej śmiałam się z tych wyolbrzymionych mitów o islamizacji tego drugiego kraju.

Owszem, przybyło egzotycznych twarzy na ulicach, ale odznaczały się tylko dlatego, że były nowe. Jak spowszedniały, to się okazało, że wcale nie ma ich aż tak wielu. I nie przeszkadzają w życiu białym, chrześcijańskim Europejczykom. Nagle nie zaczęło obowiązywać prawo szariatu, nie zburzono żadnego kościoła w imię stworzenia meczetu. Nie słyszałam o żadnym gwałcie, napadzie czy innym ataku. Każdy żyje tak, jak żył dotąd. Zwłaszcza, że dla większości Niemców co drugim sąsiadem i tak był już obcokrajowiec. Z całego świata.

To nadal nie wszystko.

Moja mama podjęła pracę w niemieckiej szkole językowej. I, co pewnie nikogo nie zaskoczy, najwięcej obcokrajowców w grupach to byli ci słynni uchodźcy. Ale nie tylko z Syrii. Także z Afganistanu czy Erytrei. Mieszali się z przybyszami z innych, mniej lub bardziej „poprawnych politycznie” państw. Byli tam też Polacy, Czesi, Rosjanie, Meksykanie…

Multi-kulti, to słowo, które wielu przeraża, dla mnie stanowi praktycznie codzienność.

No i tutaj rozstrzygnijmy kolejną kwestię. Oni przyjeżdżają tam na socjal, nie chcą się asymilować. Gówno prawda. Oczywiście ZAWSZE będzie jakiś kombinator. Ale to taki sam procent, jak Polaków, którzy siedzą na socjalu w Anglii czy, ojej, popatrz, w Niemczech.

Poza tym nie bójcie się, uchodźcy nie mają tutaj już zagwarantowanego pobytu.

To nie działa tak, że każdy może siąść i paść się za pieniądze uczciwie pracujących obywateli. Owszem, początkowo dostają sporą pomoc, ale jest to wsparcie na czas dostosowywania się do nowego kraju. Poznawania języka, być może jakiegoś doszkalania zawodowego, przyzwyczajenia się do otoczenia i kultury. Ten, kto przez określony czas nie stanie się „samodzielny”, nie przyjmie obowiązujących norm, zostaje odsyłany. To chyba dobra motywacja co?

Większość naprawdę się stara. Chodzą na kursy językowe, są otwarci, chcą się odnaleźć. Oczywiście, nie jest im łatwo na początku – a nam byłoby łatwo z dnia na dzień przyjąć obcą, tak inną kulturę? Trochę empatii i cierpliwości.

Na początku tylko słuchałam opowieści mojej mamy, która była też zszokowana – z jednej strony miała ten obraz medialny, krzyczący o tym, jacy to źli ludzie, z drugiej poznawała uprzejmych ludzi, którzy byli wszystkim zaciekawieni, zafascynowani.

Ludzi, którzy sporo przeszli.

Bombę, która spadła na dom i zabiła całą rodzinę. Bliskich, którzy wyszli i już nie wrócili. Wmieszanie w walkę bez własnej woli, bez interesu w tym. Po prostu, bo tam byłeś.

Jeden uczeń był lekarzem, pomagał ofiarom. Zapytacie, czemu nie został? Bo psychicznie nie był w stanie wytrzymać tego, co tam widział.

Ktoś inny przyjechał sam – to może był jeden z tych zdrowych, jeszcze dość młodych mężczyzn z telewizji. Przyjechał sam, bo któregoś dnia nie wrócił do domu po pracy. Domu nie było, tak samo, jak żony i małych dzieci, które były w środku. To tylko kilka przykładów, jakie teraz przyszły mi do głowy, przez dwa lata takich historii słyszałam wiele.

Potem ci ludzie przeszli drogę tutaj. Czy wy naprawdę myślicie, że oni tego chcieli? Że nie woleliby zostać u siebie, w domu, z rodziną i znajomymi? Czy myślicie, że im nie było wstyd prosić o pomoc? Czy wy myślicie, że nie są nam wdzięczni, ze traktują to jako coś im należnego?

Poza tym, ich piekło wcale się nie skończyło. Myślicie, że nie sprawdzają, co tam u nich się dzieje? Sprawdzają, dostają też listy, informacje. Dowiadują się o kolejnych znajomych osobach, które stały się ofiarami tej bezdusznej wojny. Czasem nagle urywa się kontakt z kimś, kto „został”. Jaka najczęściej jest tego przyczyna?

Często podczas tych opowieści i rozmów zajadałam się różnymi przysmakami.

Tak, moja mama dość regularnie dostawała ciasto czy inne dania z ich kuchni. W ten sposób chcieli chociaż trochę podziękować i dać coś od siebie.

Po jakimś czasie przywykłam do tego, że moja mama w sklepie czy na ulicy spotyka uczniów – najczęściej właśnie uchodźców. Opowiadali, co u nich, jak się im wiedzie po kursie. Większość dość komunikatywnie mówiła po niemiecku, rozumieli niemal wszystko, co się do nich mówi. Szukali pracy bądź doszkalali się zawodowo. Bardzo serdeczni ludzie, przyjaźnie nastawieni, otwarci. Tak o nich myślałam.

Bezpośrednio do tego wpisu zmotywowało mnie wydarzenie z mojego życia, które miało miejsce w ten wtorek.

Szkoła językowa zorganizowała wyjazd do teatru dla obecnie uczących się grup. Mama zaproponowała mi, żebym pojechała z nią i jej grupą. Ta konkretna (zmieniają się co kilka miesięcy) składała się w większości z uchodźców. Miałam więc okazję spędzić z nimi dzień, porozmawiać trochę, zobaczyć ich podejście i nastawienie. I ostatecznie zerwałam z wizerunkiem „uchodźcy dzikiego terrorysty”.

Przebywałam w towarzystwie bardzo wesołym, lubiącym się śmiać, no i powtarzam się, ale niesamowicie otwartym. Nie potrafię dokładnie opisać, jak pozytywnie podchodzili do mojej mamy, jak uważnie jej słuchali, jak starali się jej odpowiedzieć możliwie najpoprawniej.

Mnie również bardzo miło przywitali, później zagadywali, żartowali. Nikt nie był jednak niekulturalny, nachalny, każdy utrzymywał należny dystans. Podzielili się ze mną ciekawostkami ze swoich języków (wiecie, że po kurdyjsku pięć i sześć to… pênc i şeş, wymawiane niemal identycznie? Tak, Kurdowie żyją m.in. w Syrii), częstowali mnie jedzeniem, pytali o okolice (na przykład o jeziora w pobliżu) lub o język niemiecki, jakieś zwroty, prosili o wytłumaczenie.

Szczególnie cieszę się, że poznałam swoją rówieśniczkę, Kurdyjkę pochodzącą z Syrii. Gdybyście minęli ją na ulicy, nie zauważylibyście nawet, że jest jakaś „inna”. Nawet nie wyróżniała się mocno kolorem skóry – miała dość jasną. Ubrana była tak, jak przeciętna młoda dziewczyna – ciemne dżinsy, bluza. Tak, jak „my” pozowała do selfie. W rozmowie często puszczała oczko. Śmiała się z tego samego. Mówiła po niemiecku całkiem dobrze, pytała mnie o wytłumaczenie niektórych pojęć, ale szybko łapała, o co chodzi. Tylko na wzmianki o domu, o Syrii czy o tym, jak długo tu mieszka reagowała z powagą, może nawet smutkiem.

Dlatego wydaje mi się, że osoby, które się ich boją, po prostu mają lęk przed tym, co obce i nieznane.

I teraz na koniec szybko uściślę, żeby nikt nie miał wątpliwości.

Nie jestem zdania, że każdy z nich jest uczciwy, nie każdy jest dobry, niektórzy nadużywają ofiarowanej im pomocy. Ale to akurat zdarza się wśród wszystkich ludzi. Na 9 Polaków jadących na zmywak, 10 pojedzie na socjal. Czy to znaczy, że należy zabronić też wyjazdu tym, którzy chcą pracować?

Nie wszyscy chcą/będą w stanie się przystosować, o tym też wiem. Ale oni zwyczajnie będą musieli wrócić.

Uważam, że jak ktoś jest „u nas”, to powinien respektować nasze zasady i naszą kulturę. Mimo to, przysługują mu takie same prawa człowieka, jak każdemu z nas. W tym prawo do wolności słowa, wyznania, no chyba nie muszę wam wymieniać? Dopóki ktoś nie robi nikomu krzywdy, może robić co mu się podoba – mnie guzik do tego. Reaguję dopiero, gdy dzieje się coś złego.

Potępiam fanatyzm religijny.

Ale niezależnie od tego, jakiej religii on dotyczy. Skrajni chrześcijanie nie mają u mnie żadnej taryfy ulgowej. Jeśli ktokolwiek chce komuś narzucać swoje przekonania i poglądy siłą, powinien spotkać się ze sprzeciwem społeczeństwa. W naszym kraju częściej spotka się przejaw terroryzmu ze strony większości katolickiej aniżeli mniejszości jakiejkolwiek innej, nawet islamskiej, ponadto jest na to ogólne przyzwolenie, wręcz aprobata. Nie moja.

Każdemu chrześcijaninowi, który mówi o okropieństwie islamistów przypominam, że u nich jest rok 1438. Następnie pytam, czy pamięta, na jakim etapie było chrześcijaństwo mniej więcej wtedy. Wojny krzyżowe. O popatrz. Zabijanie niewiernych. Brzmi znajomo? Żadna religia nie jest bez skazy. Tu nie chodzi o usprawiedliwianie kogokolwiek. Tu chodzi o świadomość, o wnioski. Ten chrześcijanin może zapytać „A co ja mam wspólnego z tym, co robili moi współwyznawcy?”. Wtedy ja odpowiadam „No właśnie.”

Nie każdy terrorysta to islamista. Nie każdy islamista to terrorysta.

Ktoś wtedy powie, że ataki się nasiliły, odkąd mamy uchodźców! Masz rację, ale wiesz, że to nie oni za nie odpowiadali? Większość zamachowców żyła w Europie od dawna, większość pochodzi z tych samych środowisk, które wywołały wojnę, przed którą uciekają ci ludzie.

Dla podparcia przejrzałam dokładnie narodowości zamachowców z tych najgłośniejszych w 2015-2017:

Paryż (13 listopada 2015) – ok. 8 sprawców, wśród nich: dwóch obywateli Francji pochodzenia marokańskiego, dwóch obywateli Francji, dwóch obywateli Belgii pochodzenia marokańskiego, dwóch o nieustalonej tożsamości.

Nicea (14 lipca 2016) – obywatel Tunezji z kartą stałego pobytu we Francji

Berlin (19 grudnia 2016) – podejrzewany obywatel Tunezji

Londyn (22 marca 2017) – Brytyjczyk, urodzony w Kent

Manchester (22 maja 2017 ) – Brytyjczyk pochodzenia libijskiego, urodzony w Manchesterze

Widzicie to? Gdzie Syria? Gdzie Afganistan? Nawet jeśli się znajduje ktoś z tych krajów, to najczęściej urodził się lub od lat mieszkał w Europie.

Państwo Islamskie przyznaje się do wszystkich, jak leci, bo to bardziej wzbudza strach, a im przecież o to chodzi. Oni tym chcą wymusić na nas ustępstwo, postępowanie według ich woli. Wykorzystują nastroje społeczne, podsycają niechęć do uchodźców, bo… to też są ich wrogowie. To przed nimi oni uciekali z domów. Tym terrorystom na rękę jest obawa Europejczyków przed uchodźcami. Oni najczęściej nie mają z tym nic wspólnego.

Najczęściej, bo, oczywiście, może się zawsze zdarzyć, że w tłumie normalnych ludzi będzie jeden odchyleniec. Dlatego ostrożność i rozwaga – jak najbardziej, ale nie masowa panika.

To tyle chyba, co mam do powiedzenia na ten wciąż gorący temat.

Mam nadzieję na to, że Ty, czytelniku, jesteś w stanie mój punkt widzenia przemyśleć i zrozumieć, nawet jeśli nie do końca się zgadasz. Ja nie chcę nikogo na siłę przekonywać, bo i tak nic bym tym nie osiągnęła. Choć, nie ukrywam, ucieszyłabym się, gdyby przynajmniej jedna osoba trochę przychylniej podeszła do sprawy uchodźców, trochę mniej wierzyła w to, co kreują media czy plotki.

Ale wiem, że Ciebie, waleczny patrioto, nijak nie przekonam.

Polska dla Polaków i koniec. Mimo wszystko, na koniec odpowiedz mi tylko, gdzie jest Twój Bóg, gdzie Twój honor i Twoja ojczyzna? W sercu czy na ustach?

Oburzysz się, że oczywiście w sercu – dlatego masz takie poglądy, dlatego wręcz o nią walczysz. Dlatego pozwól, że pokażę Ci, jak ja rozumiem te hasła:

Bóg:

miłuj bliźniego swego jak siebie samego. Nigdzie nie ma dopisku „chyba, że to ciapaty, gej, murzyn, lesba, żyd, innowierca”. Miłuj, niezależnie od różnic między wami. Jego też stworzono na „obraz i podobieństwo Boże”. A różnorodność ludzi chyba świadczy raczej o potędze Boga niż ułomności. Weź przykład z Albańczyków. Tam w Boże Narodzenie muzułmanki idą do kościoła, na Wielkanoc chrześcijanie dzielą się z muzułmanami święconką, oni odwdzięczają im się, zapraszając na uczty podczas ramadanu. I nikt nie uważa tego za wykroczenie przeciw własnej religii – które przecież, bądź co bądź, mają tę samą podstawę.

Honor:

co ma z honorem wspólnego odbieranie praw ludziom? Praw, których Ty byś sobie wyrwać nie dał, mało tego, ich zabrania się boisz, dlatego profilaktycznie… odbierasz innym. Jakich konkretnie praw zapytasz? Przede wszystkim – do poszanowania godności. Reszty wymieniać nie będę, bo uważam to za podstawy, zresztą Ty dobrze wiesz o tym, co na ulicach krzyczysz. Zakładam, że, mianując się patriotą, szanujesz historię Polski i bohaterów narodowych. Wiesz, ilu z tych prawdziwych, dzielnych mężczyzn, co zginęli za Twoją ojczyznę było gejami? Wielu. Ale ja nie o tym teraz. Skoro chcesz prawdy, skoro chcesz niezafałszowanej historii, skoro chcesz, aby pamiętano o wszystkim, to… zacznij od siebie. Wyżej wspomniałam coś, że Twój naród, który tak kochasz, też bywał w potrzebie, też szukał schronienia, też udzielono mu gościny. Myślisz, że oni, Polacy, którym tak licznie udzielono azylu na świecie, byliby z Ciebie dumni, że teraz, kiedy Tobie jest w miarę dobrze, to swojej pomocy odmawiasz?

Ojczyzna:

Dla nich też jest to wartość. Im wcale nie zależy na odebraniu Ci Twojego kraju, oni mają swój, którzy kochają i za którym tęsknią. Polska niegdyś była słynna z tego, że każdy u nas mógł spokojnie żyć, niezależnie od pochodzenia. Pewnie dlatego nam też tak wiele narodów pomogło. Dzisiaj mogłoby być inaczej. Zamykacie się na świat. Jak jest wam dobrze, to wszystko jedno, ale sielanka nie trwa wiecznie. Nasz kraj na pewno będzie jeszcze nieraz uczestniczył w konfliktach – za 10, 100, 1000 lat. Wtedy Twoje, patrioto, potomstwo może wyciągać ręce po pomoc. Być może przyczynisz się do tego, że każdy będzie te ręce odtrącał, tak, jak dzisiaj Ty odtrącasz ich.

Ojczyzna to dom. Dom to miejsce, w którym przyjmujesz gości. Od Ciebie zależy, czy podejmiesz ich chlebem i solą, czym chata bogata, czy zatrzaśniesz drzwi przed nosem. Ale pamiętaj, że kiedyś to Ty lub Twoje dzieci będą pukać. I wcale się nie zdziwię, jak nikt nie otworzy.

 

Dobra, chyba tyle starczy.

Chętnie podyskutuję trochę, ale tylko z osobami, które potrafią swoje zdanie uargumentować oraz uszanować to, że ja mogę inaczej myśleć.

A o samej sztuce w teatrze, na której byłam we wtorek też napiszę, ale to już temat na inną okazję.

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.