Berat

Berat – Miasto Tysiąca Okien (relacja + vlog)

Jednym z kilku miejsc, jakie udało mi się zwiedzić podczas pobytu w Albanii było miasto Berat. Jest ono na liście UNESCO – z powodu charakterystycznego usytuowania osiemnasto- i dziewiętnastowiecznych dzielnic na wzgórzach zwane „Miastem Tysiąca Okien”. Miejscowość liczy sobie około 2400 lat! Zapraszam Was na wspólny spacer po tym niesamowitym miejscu!

Berat

Twierdza w Berat – tam zaczęłam wędrówkę.

Pierwszym zwiedzanym przeze mnie miejscem była bizantyjska twierdza. Co mogę o tym miejscu powiedzieć?

Cóż, zdecydowanie zacznę od kwestii bardziej praktycznych. Jeśli kiedykolwiek będziecie odwiedzać to miejsce, nie zapomnijcie o sportowych butach! Ja, przygotowana na spacer po ruinach, założyłam sandałki – owszem, dość wygodne, ale na przechadzkę po mieście. Tymczasem czekała nas wyprawa pod całkiem stromą górę, wyłożoną kamieniami, na których (biorąc pod uwagę dodatkowo 40 stopni upału) nogi ślizgały się niczym na lodowisku.

Ogólnie pod tę górę prawie w całości podjechaliśmy autokarem, co uważam za dobre rozwiązanie – chociaż wspinaczka mnie nie ominęła, to pozostało jej stosunkowo niewiele, patrząc na całokształt.

Na terenie samej twierdzy znajdowały się 3 kluczowe miejsca do zobaczenia. Było to Muzeum Onufri oraz dwa punkty widokowe. Podczas przechodzenia między nimi, obeszliśmy cały obiekt dookoła.

Wzdłuż całej trasy znajdowało się mnóstwo stoisk z ręcznie robionymi… no właśnie, jak to określić… tkaninami? Były tam ubrania, serwety, obrusy, zasłonki, haftowane obrazki… Wszystko.

Berat

Czym jest Muzeum Onufri?

Jest to muzeum ikonografii. Mieści się w starym monasterze. Z pewnością jest to miejsce klimatyczne, z dużą historią.

Obecnie trwa renowacja zabytkowych fresków na ścianach, które w komunistycznej – a zatem walczącej z religiami – Jugosławii uległy zniszczeniu. Konkretnie zamalowane zostały wapnem, aby trwale znikły. Odnowa idzie całkiem nieźle, ja już mogłam dopatrzyć się nawet szczegółów na malunkach.

Oprócz tego, a także zabytkowego wnętrza, główną atrakcją są ikony pochodzące z różnych okresów w dziejach. Wszystkie są zachowane wręcz w nienagannym stanie. Z tego też względu nie powinno się we wnętrzach robić zdjęć ani nagrywać – oficjalnie nie można w ogóle, praktycznie dozwolone jest to, dopóki nie używa się lamp błyskowych.

Berat

Co widać z punktów widokowych?

P I Ę K N O.

Po prostu. Ja nie potrafię tego ubrać w inne słowa.

Widać góry, doliny, domki, rzekę, mosty. Widać najzwyczajniej piękno otaczającego świata. Żadne zdjęcia, nagrania, a tym bardziej słowa tego nie oddadzą. To trzeba zwyczajnie zobaczyć na własne oczy.

W momencie, kiedy zobaczyłam krajobraz, wszystko straciło na znaczeniu. Temperatura dookoła, palące słońce, trudy wspinaczki. To była zdecydowanie chwila, która przeniosła mnie, a wręcz zabrała w inny świat. Czas na chwilę się zatrzymał. Byłam tylko ja i potęga natury, która namalowała widok zapierający dech w piersiach. No, z małym wkładem człowieka, który tym razem nie popsuł, a wzbogacił ten obraz urokliwymi domkami.

Berat

A po zejściu z góry…

Gdy opuściliśmy już szczęśliwie (to nie jest przesada – naprawdę trzeba było sporo szczęścia, żeby w jednym kawałku dostać się na dół po stromym i śliskim zboczu) teren twierdzy, zjechaliśmy do Berat właściwego.

Tam czekały na nas dwie zabytkowe dzielnice – Mangalem i Gorica, rozdzielone rzeką Osum. Pierwsza z nich historycznie była prawosławna, naprzeciw niej powstała jej bliźniacza, muzułmańska wersja. Dzisiaj ten podział już zanikł, ale urok białych domków z brązowymi oknami pozostał.

Stojąc tam, rozglądając się wokół, można faktycznie odnieść wrażenie, że otacza nas co najmniej tysiąc okien. Jest to widok zaiste niespotykany nigdzie indziej, wyjątkowy.

Nad nami górowała twierdza, a powiewająca flaga pokazywała nam położenie jednego z punktów widokowych. Z dołu wyglądało to imponująco – byłam dumna z siebie, że weszłam aż tam. Dużą część wjechałam? Cichutko, to przemilczmy.

Berat

Dalej, spacerkiem po Berat…

Po obejrzeniu dzielnic, którym miasto zawdzięcza swój przydomek, udaliśmy się, ehh… w górę. Zdecydowanie jest to górzysty teren. Po drodze zatrzymaliśmy się obok jednego z licznych minaretów, a niedaleko za nim była też ładna cerkiew. Podobało mi się to, że te dwie religie, dwie kultury, które kształtowały Berat tak subtelnie się przenikają i zgodnie współistnieją.

Dotarliśmy wreszcie do promenady spacerowej, niestety, ale wyeksponowanej na pełne słońce. Byłam zbyt zmęczona upałem, więc rywalizację o moje względy wygrał położony obok park. Tam cień drzew dawał małą, ale odczuwalną ulgę i wytchnienie od temperatury wokół.

W parku znalazłam elegancki budynek, który okazał się biblioteką. Weszłam do środka, ale nie było tam niczego interesującego, postanowiłam więc obejść ją dookoła. A chwilę później oniemiałam. Za biblioteką skrywał się gmach uniwersytetu. Mieścił się w eleganckim… nie wiem, jak to określić. Pałacyku? Chyba najwłaściwsze słowo. Tak czy siak, bardzo piękna budowla.

Berat

A już po wyjeździe z Berat…

Tak, pożegnaliśmy się z Berat i w drodze powrotnej mieliśmy jeszcze zajrzeć do monasteru w Artemidze. Kolejna wspinaczka, kolejna góra, kolejne kamienie i… rozczarowanie.

Z powodu remontu było ograniczenie wizyt i każdą należało zgłosić. Okej, tylko my byliśmy tam… 3 dni po planowanym zakończeniu, także teoretycznie nas to nie obowiązywało. Praktycznie prace renowacyjne nadal trwały, a pan gospodarz nie chciał nas wpuścić. Po długich negocjacjach, kiedy już przygotowałam się na to, żeby odpuścić i zejść na dół, udało nam się jednak wyprosić wejście – ale tylko na dziedziniec.

Było na nim duszno, nic nie można było tak naprawdę zobaczyć, więc poddałam się ostatecznie i wyszłam. W ten sposób Artemida zapisuje się negatywnie w mojej pamięci.

Berat

Na koniec – relacja video!

Zapraszam do obejrzenia relacji w formie vloga!

Długo to trwało, trochę powalczyłam, ale wreszcie udało mi się go zmontować. Jest to mój debiut, także proszę o wyrozumiałość dla mnie i moich niedociągnięć.

Polecam jednak zajrzeć – widoki w pewnych momentach są niesamowite. Poza tym, jest to dobre uzupełnienie mojej opowieści o Berat.

Link do filmu

To tyle na dziś! Ale to dopiero początek moich podróżniczych wpisów…

 

Wakacje – jak je spędziłam? Powrót z dwutygodniowego urlopu w Albanii.

Jak było w Albanii? Czy warto tam spędzić wakacje?

wakacje

Jestem wypoczęta, zrelaksowana i pełna pozytywnej energii! Było świetnie! Albania jest dobrym miejscem na wakacje – zdecydowanie zachwyca, ale też zaskakuje…

wakacje

Niestety, wszystko, co dobre, to się szybko kończy. Ostatnie dwa tygodnie spędziłam w okolicach Durres, udało mi się także wpaść na jeden dzień do Macedonii. Moja podróżnicza pasja sprawia, że każda wyprawa, szczególnie w nowe miejsce, jest dla mnie fascynująca, ale te konkretne zachwyciły mnie naprawdę bardzo! Czym? O tym będą następne notki, ale mam dla Was coś jeszcze… a, zostawię na koniec.
No i nareszcie mogę dodawać własne zdjęcia wyjątkowych miejsc!

wakacje

Co prawda wróciłam już prawie tydzień temu, ale jeszcze nawet nie rozpakowałam walizki i nadal trochę żyję „tam”. No ale postanowiłam się ogarnąć i spróbować spożytkować naładowane akumulatory na tworzenie czegoś – mam nadzieję – wartościowego dla Was!

Co planuję Wam opowiedzieć, pokazać w najbliższym czasie?

wakacje

Trochę o tym, jak minęły mi te wakacje…

Na pewno będzie relacja z Berat i Ochrydy, dwóch pięknych, wyjątkowych miast, które widziałam.

Podzielę się też moimi spostrzeżeniami i ciekawostkami na temat Albanii. A uwierzcie mi, że jest o czym pisać. To naprawdę dość specyficzny kraj.

Kupiłam tam też trochę smakołyków, które przywiozłam do Polski i sukcesywnie zmniejszam ich ilość. Kiedy już się z nimi uporam, to zrobię „recenzję” – co można znaleźć w albańskim supermarkecie (Conadzie konkretniej) i na co warto się skusić.

Będzie też kolejna recenzja – udało mi się w trakcie urlopu przeczytać jedną z zaplanowanych w tym wpisie pozycji.

wakacje

Na razie to tyle pomysłów, jakie wpadły mi do głowy, ale przypuszczalnie jeszcze coś wycisnę z tego wyjazdu na wakacje. Także bądźcie na bieżąco, bo w najbliższym czasie będzie tu się sporo działo!

No dobra, czas na smaczek…

wakacje

A nawet dwa!

Pierwszym jest pierwsze zdjęcie mojej twarzy. Od tej pory nie będzie to już bezosobowa stronka. Trochę minęło, zanim przełamałam się, żeby utożsamić siebie z tym, co tworzę. Jednak okoliczności, o których zaraz, sprawiły, że i tak już nie mogłam z tym zwlekać.

Zatem oficjalnie wita Was tutaj już nie „freelancerka”, a ja, Paulina.
wakacje

Drugim smaczkiem będą vlogi z wyjazdu, które już się tworzą i na pewno podzielę się tutaj!

Wiem, że nie będą one perfekcyjne, daleko im nawet do ideału, ale dopiero zaczynam się w to bawić i to są takie moje w zasadzie przymiarki do bardziej jakościowego kontentu, jaki od kilku ładnych lat planowałam zacząć tworzyć.

Poza tym nadal trochę się wstydzę i boję kamery, ale coraz lepiej idzie mi panowanie nad tym – wydaje mi się, że nawet już między tymi dwoma filmikami będzie różnica i widać jakiś progres.

Liczę zatem na troszkę wyrozumiałości, obiecuję, że z każdym kolejnym vlogiem będzie z moimi umiejętnościami coraz lepiej!

Ale i tak polecam zajrzeć – widoki, jakie udało mi się uwiecznić były wspaniałe.

wakacje

 

To tyle, jeśli chodzi o wstęp do mojej pierwszej relacji podróżniczej. Zapraszam niedługo po więcej!