Początkujący Freelancer cz. 4: Na co uważać, a co nie jest takie straszne?

Kontynuacja cyklu, z którego skorzysta każdy początkujący freelancer i nie tylko! W tej części powiem trochę o rzeczach, które mnie osobiście martwiły, a okazały się niegroźne lub przeciwnie, nie przypuszczałam, że należy na nie uważać. Zapraszam!

Cykl „Początkujący Freelancer”:

    1. Na jakich portalach znajdziesz oferty? Moje opinie.
    2. Jakie zlecenia dostanie freelancer bez doświadczenia? Moje doświadczenia.
    3. Pieniądze, zarobki, kasa na koncie – tylko kiedy?
    4. Na co uważać, a co nie jest takie straszne?
    5. Rady (czy tam lifehacki) dla początkujących freelancerów

 

początkujący freelancer

To mnie niepotrzebnie zaniepokoiło:

1. Nie przenoś nigdy współpracy poza portal!

Wiadomo, że twórcy strony będą przed tym przestrzegać – dla nich każda współpraca zawarta za ich pośrednictwem to zysk. Prowizja za usługę to główny dochód, ale do tego dochodzą abonamenty, płatne testy i inne miłe rzeczy, o których wspomniałam w części 1.  Dlatego zrozumiałe, że będą starali się jak najbardziej was od tego odciągnąć. Ja na początku dałam się wciągnąć w to poczucie bezpieczeństwa na tyle, że zapomniałam o tym, że docelowo miałam zamiar się uniezależniać od tego typu serwisów (Dlaczego? O tym też będzie notka!), a zatem skoro natrafia mi się okazja, to powinnam korzystać!

W końcu ostatecznie dałam się namówić na częściowy kontakt przez email i przesyłanie tam „postępów”, ale i tak czułam cały czas niepokój. Niby kilent już pokazał uczciwość, wpłacając na stronę obiecaną zaliczkę, nie było innych powodów do podejrzeń. Ale dopiero po zakończeniu (szczęśliwym!) pierwszej współpracy ostatecznie zgodziłam się zrezygnować z pośrednictwa portalu. Teraz trochę żałuję, ale w sumie lepiej, że zdecydowałam się na to w momencie, w którym byłam całkowicie spokojna.

Ale was namawiam też do tego, żebyście, jeśli zaczynacie pracę korzystając z takich stron, stopniowo starali się przenosić współprace poza portale. Szczególnie jeśli czujecie, że możecie klientowi zaufać.

Jak sprawdzić potencjalnego zleceniodawcę? Czasem wystarczy kilka pytań i obserwacji:
  1. Czy są gotowi dać zaliczkę na początek pracy (ewentualnie po przesłaniu małego fragmentu np. 5 z 50 stron/tekstów itd.)? To zazwyczaj już wystarczy, żeby wykryć krętaczy.
  2. Zapytaj, czy możecie spisać umowę? Ja jeszcze tego nie zrobiłam – wytłumaczę niżej, czemu – ale to jest zwykle najpewniejsza forma zawarcia kontraktu, ma największą moc prawną i jest wiążąca nawet bardziej niż współpraca przez portal.
  3. Zwróć uwagę na to, czy klient nie ma oporów przed podaniem np. imienia i nazwiska czy nazwy firmy. Nie musi sam tego pisać, ale zapytany o takie w miarę podstawowe dane osobowe, których podanie Tobie ma uzasadnienie, nie powinien mieć z tym problemu. No chyba, że Ty je ukrywasz, wtedy to on może być podejrzliwy.
  4. Jeśli poda Ci adres email to przyjrzyj się mu. Czy wygląda profesjonalnie, jak np. firmowy, służbowy mail? Lub przynajmniej dość neutralnie – po prostu czy jest to adres, który sugeruje poważną osobę. Infantylne nazwy, dziwne ciągi liczb i znaków, nazwa stworzona w wyraźnym pośpiechu, nieznane domeny to są rzeczy, które powinny Cię zaalarmować.
  5. Masz jego imię i nazwisko? Albo nazwę firmy? Zrób małe śledztwo z pomocą wuja Google. Chyba nie muszę tłumaczyć, że jeżeli pokaże Ci się on na stronie typu www.dlugi.info, to nie wróży to raczej dobrej współpracy. Chociaż też nie popadnij w paranoję skreślania go na podstawie zdjęcia z ostatniego melanżu na fejsie. Albo jakichś głupot zrobionych przed laty – a każdy z nas ma w internecie jakąś wstydliwą historię, którą chętnie by ukrył. Niestety, tutaj nic nie znika, ale takie ocenianie może być niesprawiedliwe. Zatem jak coś Cię zaniepokoi w wynikach wyszukiwania, zachowaj czujność i potraktuj to raczej jako sygnał ostrzegawczy.
  6. To chyba jest dość oczywiste, ale muszę wspomnieć. Jeśli zleceniodawca unika podawania terminów, kwot, wysokości zaliczek i innych warunków umowy – zwłaszcza wyraźnie o nie zapytany – to jest spora szansa, że nie traktuje Cię poważnie.
Podsumujmy.

Portale dla freelancerów to dobre źródło do zapoznawania potencjalnych klientów. Szczególnie skorzysta na tym początkujący freelancer. Warto jednak przenosić swoją działalność i ewentualne długoterminowe współprace poza portal. Przede wszystkim ze względów czysto ekonomicznych. Więcej o tym, dlaczego jest to istotne – jak już wspomniałam – będzie w osobnej notce. Jeśli czujesz, że możesz zleceniodawcy zaufać, to się nie wahaj. Zwłaszcza jeśli, podobnie jak ja, przedłużasz kontakt ze sprawdzoną osobą. Docelowo przecież dążysz do niezależności, a nie osiągniesz jej, jeśli będziesz kurczowo trzymać się pośredników – ze strachu. Często nieuzasadnionego.

 

początkujący freelancer

 

2. Jak nie współpracujesz przez stronę internetową to od razu spisuj umowę!

No właśnie, jak to jest? Umowa to akt prawny, który reguluje warunki wykonania usługi. Określa jasno zobowiązania między stronami. Daje poczucie bezpieczeństwa, ale też i narzuca pewne warunki do wypełnienia na każdą z osób, która się na nią zgodzi.

Dlaczego zatem ja żadnej umowy jeszcze nie spisałam? Głupota i naiwność? Brak umiejętności dopilnowania swoich interesów? Ślepe zaufanie i wiara w niezachwianą uczciwość ludzi, dobro na świecie? Nieznajomość prawa? Cóż, o ile pozostałym punktom nie zaprzeczę z pełną mocą (ręki sobie uciąć nie dam, że tak nie jest, krótko mówiąc), to tego ostatniego raczej mi nie zarzucajcie – możecie się czasem nieźle zdziwić.

Tak, jestem przemądrzała, przechwalam się i w ogóle. Ale jestem byłą-niedoszłą studentką prawa. A co za tym idzie, całkiem nieźle znam się na przepisach i regulacjach z różnych dziedzin, szczególnie tych, które są mi potrzebne. No a jak czegoś nie wiem, to wiem, gdzie sprawdzić i sobie to zrobię. Tego niestety większości ludzi brakuje. Wystarczy trochę prawniczej gadki – ja mam ją wytrenowaną od dziecka, nie żebym ją wykorzystywała do własnych celów, skądże – i łykają wszystko, bez zastanowienia. Dlatego przy okazji apeluję – sprawdzajcie i poznajcie swoje prawa! Dzięki temu nie dacie się oszukać tak łatwo, ale też dowiecie się, kiedy zawalczyć o swoje, a w trudnych sytuacjach łatwiej będzie znaleźć najkorzystniejsze wyjście. Niektórzy płacą grube pieniądze różnego typu radcom prawnym za informacje, które, przy odrobinie inicjatywy i wysiłku, mogą wyszukać sami, w mniej niż 5 minut.

Trochę odbiegłam od tematu, ale nie do końca. Już wracam na właściwe tory. Nie napisałam tego akapitu wyżej, żeby się poprzechwalać – a nawet jeśli, to nie był jego główny cel. Moja znajomość obowiązujących przepisów pozwala mi na to, żeby bez ogromnego ryzyka nie spisywać jako takiej umowy. No właśnie – bo wróćmy do samego pojęcia „umowa”. Czym ona dla Ciebie jest? Świstkiem papieru z odręcznymi podpisami stron? Najlepiej potwierdzonym przez notariusza, prawda? A dla mnie to znaczenie jest znacznie szersze.

Co kryje się pod pojęciem „umowy”?

Nawet ustna deklaracja stanowi umowę. Oczywiście mówimy nadal o świadczeniu usług, chociaż to się tyczy też innych rzeczy – np. pożyczania pieniędzy. Tak, dobrze rozumiesz. Obietnica, kilka słów, może być podstawą do założenia sprawy w sądzie. Tego typu umowy są niestety najtrudniejsze do udokumentowania. Ale mają wiążącą moc prawną. A im więcej mamy dowodów, tym lepiej dla nas. Każdy prawnik w takiej sytuacji zaczyna od gromadzenia tego, co potwierdzi zawarcie i warunki danej umowy. To nie znaczy, że nie możesz sam tego zrobić – nawet jest to wskazane, bo usprawniasz tym samym ewentualne postępowanie sądowe.

Jeśli porozumienie między stronami jest gdzieś zachowane – masz w zasadzie wygraną pozycję. Im więcej takich poszlak, tym lepiej dla Ciebie w sytuacji, kiedy kontrahent nie dotrzymuje ustalonych zobowiazań. Wystarczy, że gdziekolwiek masz to zapisane i możesz potwierdzić, że Ty oraz zleceniodawca się dogadaliście. Chyba rozumiesz już, co mam na myśli? Zwykłe z pozoru maile, w których Twój klient wyraźnie opisuje proponowane warunki/zgadza się na Twoje to już są umowy! Nie mniej wartościowe niż te spisane w formie sticte „umowy” z podpisami i tak dalej. Co zatem stanowi dowody zawarcia i określenia szczegółów współpracy, na które możesz się śmiało powołać?

Mogą to być na przykład:
  • Wspomniane już maile. Co powinno w nich być? Wszelkie szczegóły współpracy: przedmiot umowy (w tym wypadku zlecenie i jego opis), termin wykonania i doręczenia, kwota, jaką zobowiązuje się zapłacić klient. Ewentualne zaliczki także – za co, ile i tak dalej. Bardzo istotne jest też potwierdzenie przesłania efektu pracy, najlepiej w umówionym czasie (chyba, że gdzieś masz udokumentowane to, że poinformowałeś o opóźnieniu i druga strona się na to zgodziła). To wszystko już z miejsca stawia Cię na bardzo dobrej pozycji, jeśli będziesz zmuszony walczyć o swoje drogą sądową.
  • Esemesy – tutaj podobnie, jak wyżej, czyli wszelkie potwierdzenia, zapytania, potwierdzenia co do współpracy.
  • Nagrania rozmów telefonicznych czy też na skype (drugie trudniejsze do uzyskania, ale trochę sprytu starczy). Nie jest prawdą, że własne nagrania nie stanowią dowodu w sprawie! Tak owszem, było, ale zmieniło się to jakiś czas temu. Musi spełnić jednak ważny warunek – nie może być nijak sprofanowane, a zatem nie wchodzi w grę żadna ingerencja (nawet drobna, np. poprawa jakości dźwięku), bo inaczej będzie ono odrzucone. Sąd sprawdzi wiarygodność oraz autentyczność dowodu i jeśli nie będzie miał żadnych uwag, to go dopuści. Nagranie jest szczególnie istotne w chwili, kiedy już wiesz, że Cię oszukano. Tak chyba najłatwiej zdobyć wartościowy argument na Twoją korzyść. Istnieje opcja, że klient będzie unikał odbierania połączeń, ale nie zawsze tak jest. Nie musisz go informować o nagrywaniu rozmowy – po pierwsze masz do tego prawo, jako jej bezpośredni uczestnik, po drugie w chwili, kiedy ma to stanowić dowód sądowy na naruszenie warunków umowy i ujawniać naruszenia masz pełne prawo to zrobić. Więcej o tym tutaj – podaję źródło, bo to częsta wątpliwość wielu osób. A takie nagranie ma ważną zaletę – jest autentyczne, a druga strona może się nieźle wsypać (skoro klient nie wie, że jest nagrywany, to nie będzie się hamował). Dlatego możesz w ten sposób zyskać silną kartę przetargową!
Zatem, czy naprawdę nie spisuję umowy?

Chyba dość dobitnie i łopatologicznie odpowiedziałam powyżej. Spisuję zawsze. Nawet jeśli nie w dosłownej formie. Oczywiście nie zniechęcam do sporządzania umowy! Wręcz przeciwnie. Jest to po pierwsze najbardziej wiążące, a po drugie daje komfort psychiczny. W końcu jest to wiarygodne zapewnienie o uczciwych zamiarach obu stron i świadczy o profesjonalnym podejściu. Chciałam po prostu pokazać, że to nie jest tak, że współpracując przez maila nie mamy żadnego zabezpieczenia. Dlatego ważne jest, żeby wyraźnie w wiadomościach określać warunki współpracy i dopilnować jednoznacznych deklaracji, potwierdzeń drugiej osoby. Was też do tego zachęcam. Tak samo jak do zapoznawania się z obowiązującymi przepisami. Z tego punktu i rady powinien skorzystać nie tylko początkujący freelancer. Warto być świadomym swoich praw!

 

początkujący freelancer

 

Na to nauczyłam się uważać:

1. Młody wiek klienta.

Sama jestem jeszcze dzieciakiem, zwłaszcza dla większości potencjalnych pracodawców. Dlatego na początku nie miałam żadnych obaw związanych z wiekiem klientów. Doświadczenie niestety pokazało mi, że sporo osób w moim wieku nie potrafi zachować się odpowiednio poważnie. O ile jeszcze do własnej pracy podchodzi profesjonalnie, o tyle do zlecania czegoś już mniej. Nie powiem, że skreślam kogoś za to, ile ma lat, bo to by była z mojej strony hipokryzja. Ale młody wiek wzbudza moją czujność, co do podejścia zleceniodawcy odnośnie współpracy.

2. Nie do końca profesjonalny kontakt.

Jeśli ktoś od razu wyskakuje do mnie per „Ty”, wstawia co chwilę emotkę i generalnie pisze jak do koleżanki na fejsie, to daje mi to dość uzasadnione wątpliwości, czy aby na pewno jest to poważna osoba. Nie mówię, że rozmowa ma być sztywna i ograniczać się jedynie do pracy. Sama nie lubię takiej wyniosłej atmosfery i chętnie pogadam też (w miarę rozsądku) na mniej oficjalne tematy. Ale po pierwsze, to musi być obustronna inicjatywa, a jeśli ktoś tak zaczyna rozmowę, to jestem pozbawiona wyboru. Po drugie, początek współpracy zwykle ukazuje podejście klienta co do niej. Taki mało profesjonalny wstęp raczej nie zwiastuje poważnego traktowania mnie, jako pracownika.

3. Pewne kraje pochodzenia zleceniodawcy.

I znów zaznaczę – ksenofobia jest mi naprawdę daleka. Ale oferty z niektórych państw zwykle wpisują się w utarty schemat. Bangladesz i Pakistan oznacza zwykle dużo pracy i śmieszne pieniądze – adekwatnie do podejścia freelancerów z tych krajów, o którym wspomniałam w części 1.  Przed zleceniami z Indii wystrzegam się najbardziej – stawki w ogłoszeniu są z kolei absurdalnie wysokie i najczęściej nieprawdziwe. Mają jedynie przyciągnąć naiwnych, a w trakcie negocjacji okazuje się, że faktyczna zapłata niewiele różni się od tej z dwóch poprzednich państw. Poza tym często oferta napisana jest łamanym angielskim, mało szczegółowa, podobnie trudny jest już sam kontakt z klientem. Może na moje postrzeganie Hindusów wpłynęła osobista uraza opisana w części 2. Ale i tak, nauczona doświadczeniem, unikam zleceń z tych krajów.

 

początkujący freelancer

 

Na ten moment to wszystko, czym, jako wciąż początkujący freelancer, mogę się podzielić.

Nie opisuję typowych zagrożeń w stylu „nowo założone konto, brak danych”, bo to miał być post o tym, co postrzegałam inaczej, a doświadczenie zmieniło mój pogląd. Póki co jest tyle takich lekcji, które wyciągnęłam z dotychczasowej pracy jako freelancer.

Pamiętajcie, że nawet jeśli opisałam coś, jako nie do końca niebezpieczne, nie oznacza to, że zagrożeń tam nie ma. Po prostu nie jest to aż tak straszne, jak ktoś może myśleć. Zachowajcie czujność zawsze, ale też nie bójcie się niepotrzebnie, bo możecie na tym sporo stracić.

Podobnie w drugą stronę. To, co wymieniłam jako sygnał ostrzegawczy nadal ma być jedynie potencjalnym ostrzeżeniem. Nie oznacza to, że jest to jakaś reguła, że tak musi być i koniec. Ja sama nie zamykam się całkowicie na współpracę, jeśli któryś z tych warunków jest spełniony. Inaczej sama wpędziłabym się w pułapkę, którą opisałam. Te czynniki zwyczajnie skłaniają mnie do dokładnego obserwowania klienta. Jeśli poza tym nie mam podejrzeń, to nie odrzucam oferty z marszu.

Nie zachęcam do bezgranicznego zaufania ani do przesadnego kierowania się jakimś uprzedzeniem. Jestem od tego daleka i do tego was nakłaniam – szukajcie złotego środka.

Podzielacie moje spostrzeżenia? A może macie własne doświadczenia, którymi chcecie się podzielić z innymi? Piszcie!

 

Początkujący Freelancer cz. 3: Pieniądze, zarobki, kasa na koncie – tylko kiedy?

Porozmawiajmy o pieniądzach. Temat dla niektórych niewygodny, dla innych wręcz fascynujący, ale nie da się ukryć, że każdego z nas dotyczy. Szczególnie mówiąc o pracy trudno go przemilczeć lub pominąć. Postaram się podejść do niego obiektywnie, bo ten post ma być dla wszystkich źródłem kilku informacji, chociaż ostrzegam lojalnie, że powołam się na własny przykład.

 

Cykl „Początkujący Freelancer”:

  1. Na jakich portalach znajdziesz oferty? Moje opinie.
  2. Jakie zlecenia dostanie freelancer bez doświadczenia? Moje doświadczenia.
  3. Pieniądze, zarobki, kasa na koncie – tylko kiedy?
  4. Na co uważać, a co nie jest takie straszne?
  5. Rady (czy tam lifehacki) dla początkujących freelancerów

 

freelancer

Zacznę od odpowiedzi na niektóre z pytań, jakie mogą nurtować osoby niezwiązane z freelancingiem. Pewnie głównie takie, które planują zacząć pracę wolnego strzelca, ale wydaje mi się, że nie tylko.

W drugiej części wpisu natomiast opowiem o procesie wypłacania zarobionych środków z dwóch dużych portali – freelancer.com oraz upwork.com.

 

Początkujący freelancer kontra pieniądze – tendencyjny zbiór pytań.

Czy na początku wszystkie zlecenia będą za tak zwany „psi grosz”?

Wszystkie niekoniecznie. Być może mój nagłówek może być mylący w tej kwestii. Niby ironiczny, niby nieco słownej karykatury postaci mojej jako nowicjusza w kwestii freelancingu. No ale ciężko zaprzeczać – powiela pewien stereotyp, jaki może krążyć w Twojej podświadomości, a nawet jeśli nie, to gdzieś tam sobie jest w świecie. Nie będę tutaj się rozpisywać, bo swoje przykładowe stawki za poszczególne prace opisałam w części 2. Jak widać – można już na samym początku złapać dobrze płatne zlecenia i mieć stosunkowo niezłe zarobki. Musisz się jednak liczyć z tym, że budując swoją markę nie będziesz miał samych wysokobudżetowych ofert. Klika prac pewnie wykonasz za niewielkie pieniądze, ale potraktuj je jako budowę portfolio i swojej renomy. Nie oznacza to oczywiście, że masz maksymalnie zaniżać stawki lub godzić się na skrajnie nieadekwatne wynagrodzenie! To częsty błąd początkujących i rzutuje na ich późniejszą karierę. Poza tym tego typu zlecenia powinny być raczej uzupełnieniem do poważniejszych ofert czy wykorzystaniem czasu podczas ich poszukiwania, także nie pozwól, aby zdominowały Twoją pracę freelancera. Trochę determinacji i odrobinka szczęścia, a nawet jako nowicjusz możesz przyzwoicie zarabiać.

Czy da się utrzymać z pracy freelancera? Szczególnie bez doświadczenia.

Trochę już na to odpowiedziałam powyżej. Nie jest to niemożliwe. Trzeba się jednak w pełni w to zaangażować, wiedzieć, gdzie szukać dobrych zleceń i jak zwiększyć prawdopodobieństwo otrzymania fajnej, dobrze płatnej pracy. Trochę o moich radach w tej kwestii wspomnę w części piątej. Nie można też przeładować się ofertami „do portfolio”, o których wspomniałam wyżej, bo wtedy zwyczajnie nie ma czasu na poważniejsze zadania. Dlatego nie wpadaj w panikę „muszę brać każde zlecenie, nawet jak za małą kwotę, inaczej będę obgryzać tynk ze ściany”. Nie będziesz, jeśli naprawdę się zaangażujesz. Wtedy możesz dość szybko osiągnąć wystarczające zarobki do utrzymania. Spokojnie znajdziesz przynajmniej ze dwie wysokoudżetowe prace na miesiąc, a być może któraś zaowocuje dłuższą współpracą i stałym dochodem.

Czy łatwo o stałego klienta, czy pierwsze miesiące ograniczą się do jednorazowych zleceń?

I znów – wyżej jest swego rodzaju odpowiedź, ale ją rozwinę. Jest to bardzo prawdopodobne, jeśli oczywiście komuś na tym zależy. Można sobie radzić i bez tego. Wielu osobom jednak zależy na stałym źródle dochodów, także spokojnie, nie jest to trudne do osiągnięcia. Na stronach dla freelancerów co drugie ogłoszenie niemal zawiera informację „możliwość nawiązania stałej współpracy”. Jest to też dobra opcja do przenoszenia pracy poza portale i stopniowego uniezależnienia się od ich pośrednictwa. Łatwiej wtedy się na to zdecydować, bo już znamy klienta, można mu zaufać. Żeby zobrazować i potwierdzić moje słowa najprościej będzie mi znów posłużyć się własnym przykładem. 3 z 5 moich zleceń zaowocowało propozycją współpracy. Chyba lepiej się tego potwierdzić już nie da.

Kiedy pojawią się pierwsze pieniądze? A kiedy będą to już poważne sumy?

Od razu. Odpowiedź dotyczy obu pytań. Mówię oczywiście o osobie faktycznie zaangażowanej i poważnie traktującej tę pracę. Twoje zarobki mogą szybko stać się zadowalające, jeśli odpowiednio do tego podejdziesz. Nie będę już tego rozwijać, bo wcześniej trochę wyczerpałam temat.

Czy nie wyceniam się za nisko lub za wysoko?

Łatwo mieć wątpliwości. Dla każdego jest to sprawa indywidualna i zależy od wielu czynników. Dlatego nie sugeruj się stawkami innych – owszem, przejrzenie rynku i zbadanie konkurencji może cię nakierować. Nie podchodź do tego jednak na zasadzie „kurde, dwóch studentów bierze 10 zł mniej, a trzech Pakistańczyków nawet 20 zł mniej, chyba się przeceniam”. Staraj się porównywać do osób w podobnej sytuacji. W tym celu odpowiedz sobie na pytania:

  • Czy są to dla Ciebie podstawowe zarobki czy dodatkowa forma dorobienia do wypłaty?
  • Jeśli jest to główna forma dochodu – ile potrzebujesz na standardowe utrzymanie siebie i rodziny?
  • Jakie koszty ponosisz, żeby osiągnąć zysk?
  • Czy masz wcześniejsze doświadczenie (np. z pracy na etacie), kierunkowe wykształcenie, certyfikaty?

Teraz możesz po pierwsze stosownie ocenić sytuację na swoim rynku odnosząc się do swojego położenia. Zarobki studenta, który ma tylko siebie na utrzymaniu i znikome doświadczenie w danej dziedzinie oraz osoby z wykształceniem, kilkuletnim stażem w branży, dodatkowo utrzymującej dwójkę dzieci powinny się różnić. Ich porównanie jest nieadekwatne. Po drugie, odpowiadając na te pytania łatwiej wyliczyć ci indywidualną stawkę, którą określ sobie dla ułatwienia negocjacji z klientem. Nie trzymaj się jej sztywno, bo być może warto czasem trochę ją zmniejszyć dla konkretnego projektu i nie spowoduje to dużej straty. Nie pozwól jednak nikomu jej skrajnie zaniżyć – musisz znać swoją wartość.

 

Podsumowując.

Mniej lub bardziej bystry czytelnik dostrzeże, że mogłam śmiało zamknąć to w maksymalnie dwóch pytaniach, bo odpowiedzi się pokrywały nawzajem. Po co to tak rozłożyłam na czynniki pierwsze? Pewnie, żeby dołożyć treści i sztucznie rozdmuchać post, prawda? Nie do końca. Wszystkie one pojawiają się w mniej więcej takiej formie osobno, pomimo tego, że mają podobne wyjaśnienie. Okazuje się, że wcale nie jest to tak skomplikowane zagadnienie, jak często się wydaje. Chciałam w ten sposób zwrócić na to uwagę i trochę uprościć sprawę. Mam nadzieję, że mi się udało przynajmniej w pewnym stopniu, ale jeśli masz inne pytanie lub wątpliwość, to śmiało, postaram się pomóc.

 

zarobki

 

Zarobki oraz wypłacanie ich z Freelancer.com i Upwork.com – porównanie.

Przejdźmy do drugiej części posta. W tabeli zawarłam porównanie procesu otrzymania pieniędzy na wymienionych portalach.

Kilka wyjaśnień:

  • metody otrzymywania płatności wymieniłam wszystkie, ale opisałam dwie najbardziej popularne – przelew i PayPal
  • pory wypuszczania przelewów na Freelancer.com są podane na stronie w odniesieniu do stref czasowych Sydney i Nowego Jorku, ale ja je przeliczyłam na nasz czas
  • na Upwork.com niektóre banki nie są obsługiwane – m.in. mój Nest Bank
  • opisane warunki przelewu na Freelancer.com dotyczą Express Withdrawal – dostępnego w nielicznych krajach, ale o dziwo w Polsce też
  • droższe abonamenty na Freelancer.com to Professional i Premier, natomiast pozostałe warunki dotyczą kont darmowych, Intro, Basic i Plus
PortalFreelancer.comUpwork.com
rekomendowana opcja rozliczeniaprzelew na konto bankoweprzelew na konto bankowe (nie wszystkie banki są obsługiwane)
alternatywne metody rozliczeniaPayPal, Skrill, karta debetowa zarządzana przez PayoneerPayPal, Payoneer, M-Pesa
prowizja od zlecenianaliczana z prywatnych funduszy (połączonego środka płatniczego) po otrzymaniu zlecenia odliczana od zapłaty po zakończeniu zlecenia
wysokość prowizji od zleceniafixed price: 10% kwoty lub 15zł (w zależności, która kwota jest wyższa)
hourly: 10% kwoty
2.75% zarobionej kwoty
ponadto serwis odlicza podatek VAT (obowiązkowo należy podać informację podatkową przed pierwszą wypłatą)
czas oczekiwania na dostępność środków - hourly work48h - w poniedziałek pobierana jest od klienta zapłata, w środę jest dostępnatydzień 1 - praca
tydzień 2 - akceptacja poprzedniego tygodnia przez klienta i uwolnienie płatności
tydzień 3 - w środę środki są dostępne
czas oczekiwania na dostępność środków - fixed pricepo wypuszczeniu płatności przez klienta jest ona dostępna na koncie5 dni ochronnych
możliwość wypłaty zaliczki (milestone)od razu po uwolnieniu zaliczki przez klienta.po zaakceptowaniu przez klienta następuje 5 dni okresu ochronnego dla danej kwoty
okres ochronny podczas dodania środka płatniczegobrak - można od razu zlecić wypłatę środków3 dni bez możliwości użycia dodanego środka
okres ochronny dla pierwszej wypłaty15 dni opóźnienia pierwszej wypłatybrak
wypuszczenie płatności bankowejbrak dla droższych abonamentów, pozostałe konta:
dwa razy w tygodniu:
1) zgłoszone do godziny 23 w niedzielę - sesja w poniedziałek
2) zgłoszone do 23 w środę - sesja w czwartek
codziennie o godz. 12 UTC (za wyjątkiem dni wolnych w USA)
czas przetworzenia transakcjiprzelew na konto: 2-3 dni robocze
PayPal: w przeciągu dnia
przelew na konto: maksymalnie 4 dni robocze
PayPal: do 24h, zwykle natychmiastowo
minimalna kwota wypłaty30$1$ (w większości przypadków)
opłatybrakprzelew na konto - 0.99$ + prowizje banku (np. przewalutowanie)
pozostałe metody - 2$ + prowizje zewnętrzne
automatyczny harmonogram wypłatbrakdo ustawienia

Jak widać oba systemy mają swoje wady i zalety. Postarałam się zebrać najważniejsze informacje o każdym z nich. Dzięki temu możesz je porównać, ale też znaleźć w jednym miejscu. Na stronach te dane są dość porozrzucane i łatwo się zagubić. Poza tym, o ile Upwork.com skupia osoby mówiące po angielsku, bo nie ma polskiej wersji, o tyle Freelancer.com teoretycznie posiada takową, ale praktycznie i tak jest w połowie po angielsku, szczególnie support. Dlatego tym bardziej warto zapoznać się z tabelką, jeśli niektóre pojęcia były dla Ciebie niezrozumiałe.

 

freelancer

 

I to by było na tyle w kwestii zarobków.

Myślę, że ten wpis jest dość wyczerpujący i odpowie na pytania większości osób, zarówno ogólne, jak i dotyczące popularnych serwisów. Jeśli jednak coś pominęłam, coś wydaje Ci się niejasne lub masz wątpliwości – służę pomocą, napisz w komentarzu!

 

Początkujący Freelancer cz. 2: Jakie zlecenia dostanie freelancer bez doświadczenia? Moje doświadczenia.

Kolejny wpis z serii porad dla początkujących Freelancerów. Dzisiaj zajmiemy się przykładami zleceń, jakie może dostać nowy użytkownik większości portali, osoba generalnie bez doświadczenia. Czy w ogóle ma szanse na oferty? Pewnie, że tak!

Wszystkie wymienione tutaj propozycje opiszę całościowo, a zatem łącznie z kontaktem między pracownikiem a zleceniodawcą, problemami, jakie wystąpiły, czasem na wykonanie w porównaniu do realnej szybkości wykonania… i tak dalej. Przykłady pochodzą z mojego doświadczenia, a więc pamiętaj, że możesz mieć zupełnie inne oferty – to nadal tylko przykłady.

Cykl „Początkujący Freelancer”:

  1. Na jakich portalach znajdziesz oferty? Moje opinie.
  2. Jakie zlecenia dostanie freelancer bez doświadczenia? Moje doświadczenia.
  3. Pieniądze, zarobki, kasa na koncie – tylko kiedy?
  4. Na co uważać, a co nie jest takie straszne?
  5. Rady (czy tam lifehacki) dla początkujących freelancerów.

 

freelancer

ZLECENIE NUMER 1 – UPWORK.COM

Swoją pierwszą pracę znalazłam właśnie na tym portalu – opinię o nim możecie znaleźć w poprzedniej części.

Co pomogło mi dostać zlecenie?

Chyba późna pora – była gdzieś 4 nad ranem, a klient potrzebował pilnego wykonania pracy.

Na czym polegało moje zadanie?

Krótkie przetłumaczenie opisu gry ze sklepu google play – z angielskiego na polski. Głównie miałam pilnować tego, żeby tekst był autentyczny, użyć trochę slangu, ale zadbać też o jego ogólną zrozumiałość.

Jak dużo miałam do zrobienia?

Opis mieścił się w kilku rubryczkach tabeli na jednej stronie A4.

Ile czasu dostałam na wykonanie?

Dwie godziny.

Ile tak naprawdę mi zajęło skończenie?

Jakieś pół godziny, ale dałam sobie jeszcze piętnaście minut na spokojne przeczytanie tekstu i sprawdzenie, czy wszystko jest dobrze.

Jaka była zapłata za pracę?

6$. Po odliczeniu prowizji zostało mi dokładnie 4.52$. W przeliczeniu na złotówki coś koło 16-18 zł.

Co mogę powiedzieć o pracodawcy?

Bardzo mnie polubił. Do tego stopnia, że poprosił o mój skype i zaprosił mnie na Facebooku. Ja tylko przypilnowałam wystawienia mi oceny na profilu i zapłaty – od razu przelał pieniądze – a potem grzecznie olałam pana.

Ogólne podsumowanie i ocena.

Jak na pierwsze zlecenie było dość dobrze. Oferta szybka i przyjemna, może na okładkę Forbesa mnie nie zawiodła, ale przełamała pewną barierę. Zresztą, prawie 20zł za pół godziny pracy to i tak bardzo dobrze, jak na nasze realia. Poza tym, zapewniła mi ocenę na profilu, co dodało mi sporo wiarygodności w oczach następnych zleceniodwców. Dzisiaj też przyjęłabym podobne zlecenie, gdybym je dostała akurat wtedy, kiedy mam wolną chwilę.

 

 

ZLECENIE NUMER 2 – UPWORK.COM

Praktycznie rzutem na taśmę dostałam poważniejsze zadanie z dłuższym czasem wykonania, no i za kilkukrotnie większą sumkę.

Co pomogło mi dostać zlecenie?

Sama nie wiem. Klientka napisała do mnie wiadomość, że już ma kogoś do tej pracy, ale moja aplikacja tak jej się spodobała, że postanowiła mnie też zatrudnić. Chyba po prostu trafiłam z umiejętnościami.

Na czym polegało moje zadanie?

Miałam do napisania artykuł na stronę internetową na temat mowy ciała zawierający m.in. sygnały do rozpoznania kłamcy lub romantycznego zainteresowania. Oczywiście, jak to na upwork.com przystało, w języku angielskim.

Jak dużo miałam do zrobienia?

Musiałam napisać tekst na około 10 000 wyrazów.

Ile czasu dostałam na wykonanie?

Tydzień, chyba równo, o ile dobrze pamiętam.

Ile tak naprawdę mi zajęło skończenie?

Oddałam na dzień przed terminem – niecałe 6 dni.

Jaka była zapłata za pracę?

100$. Po odliczeniu prowizji zostało mi 75.40$. Przeliczając – ok. 400zł, dostałam jakieś 320zł.

Co mogę powiedzieć o pracodawcy?

Pani po powierzeniu mi zadania zamilkła. Nawet po oddaniu przeze mnie pracy nie napisała ani słowa – nie skomentowała jej, nie zaaprobowała, no nic. Praktycznie od razu zapłaciła, nie było mowy, żeby zdążyła chociaż przejrzeć artykuł. Wystawiła też pozytywną opinię. Cóż, ja nie narzekam.

Ogólne podsumowanie i ocena.

Musiałam zrobić dość spory research do tego zadania. Chociaż coś tam o mowie ciała wiedziałam, to jednak pisanie tego po angielsku było nieco bardziej wymagające. Generalnie jednak pasowało mi to zlecenie – odnalazłam się w tematyce, klientka niewymagająca, a zapłata całkiem dobra. To był kolejny przełom dla mnie i pierwsza pozycja w portfolio, którą dumnie pokazuję na portalach.

 

 

ZLECENIE NUMER 3 – FREELANCER.PL I EMAIL

Jedyna jak dotąd udana współpraca znaleziona na tym portalu, chociaż później przeniosła się na email.

Co pomogło mi dostać zlecenie?

Zdecydowanie późna godzina, było koło pierwszej w nocy, a ja trafiłam na ogłoszenie po polsku, które pojawiło się przed chwilą. Kto pierwszy ten lepszy.

Na czym polegało moje zadanie?

Na początku miałam napisać dość sporo tekstów, każdy w języku angielskim. Miały one ułatwić pozycjonowanie strony. Przedłużeniem współpracy była oferta uzupełnienia strony internetowej – edycja istniejących pozycji oraz dopisanie własnych.

Jak dużo miałam do zrobienia?

40 tekstów po 2000 znaków, później uzupełnienie kilkunastu zakładek na stronie.

Ile czasu dostałam na wykonanie?

Oj dość sporo, akurat czas był rozciągliwy. Oficjalnie tydzień na pierwszą część i tydzień na drugą.

Ile tak naprawdę mi zajęło skończenie?

Pierwsze zadanie 10 dni, drugie jakieś 8 chyba.

Jaka była zapłata za pracę?

Teksty były rozliczane jeszcze na portalu – początkowo miało być 500zł, ale dostałam bonus za pracę i wyszło 600zł. Po odliczeniu prowizji zostało 540 zł.

Za stronę internetową dostałam już bez pośredników 350zł.

Łącznie 950zł, z czego 890zł na czysto.

Co mogę powiedzieć o pracodawcy?

Pan był bardzo sympatyczny i można było się z nim w różnych kwestiach spokojnie dogadać. Początkowo trochę nieufnie odpisywałam mu na emailu, bo wolałam mieć jakieś pośrednictwo dla bezpieczeństwa. Potem jednak zaufałam mu i już nie miałam oporów przed współpracą poza stroną, nawet przeszliśmy na skype. Muszę mu przyznać też dużą cierpliwość i wyrozumiałość do mnie, bo zdarzały mi się opóźnienia z różnych przyczyn, ale przyjmował moje wytłumaczenia.

Ogólne podsumowanie i ocena.

Zlecenie dość spore, jeszcze przedłużone. Zajęło mi sporo czasu, ale też przyniosło spory zysk, którego szczerze nie spodziewałam się na tym etapie. Współpraca z klientem przebiegała profesjonalnie, ale też bez zbędnego nacisku. Chyba jak dotąd jestem z niego najbardziej zadowolona. Trochę więcej o tej pracy planuję wspomnieć w dalszych częściach poradnika.

 

 

ZLECENIE NUMER 4 – UPWORK.COM

Pierwsze zaproszenie od zleceniodawcy, które przyjęłam i wykonałam pracę.

Co pomogło mi dostać zlecenie?

Trudno powiedzieć, bo to klientka się zgłosiła. Pewnie mój profil do niego pasował.

Na czym polegało moje zadanie?

Miał być to próbny artykuł na stronę internetową – poradnik „How to use a Portable Air Compressor”. Dostałam pełno poradników, jak mam go napisać prawidłowo, coś o SEO. Okazało się, że ja tak piszę odkąd pamiętam i nigdy nie potrzebowałam jakoś tego określać w zasady tworzenia treści. Jeśli tekst się przyjmie, to miałam dostać ofertę stałej współpracy.

Jak dużo miałam do zrobienia?

Artykuł miał mieć chyba 1 500 słów, o ile dobrze pamiętam. Z czego ileś tam musiały stanowić frazy kluczowe.

Ile czasu dostałam na wykonanie?

Dwa dni, tak mi się wydaje.

Ile tak naprawdę mi zajęło skończenie?

Oddałam rankiem dzień po terminie, ale za zgodą klientki.

Jaka była zapłata za pracę?

W zgłoszeniu zaznaczyłam 25$, bo taką stawkę zaproponował portal, a ja jej nie zmieniałam – skoro mnie klient zaprasza, to chyba sam ustalił budżet, na podstawie którego ja składam propozycję. Faktycznie, dość sporo, ale uznałam, że to pula na kilka projektów, a za każdy kolejny będzie zaliczka w wysokości jakiejś części tej kwoty. Klientka była zaszokowana moim tupetem. Okazało się, że miałam dostać 5$, ale ostatecznie mogą mi dać 10$. Szybko przeliczając kwoty – 100 zł, 20zł, 40zł. Tylko skąd w ogłoszeniu takie sumy, skoro ostatecznie mowa o 5 razy mniejszej stawce?

Co mogę powiedzieć o pracodawcy?

Pani dość sympatyczna i mogłam z nią negocjować termin oddania projektu, zaproponowała też wyższą stawkę w odpowiedzi na moją „wygórowaną ofertę”. Obrzuciła mnie natomiast stosem regułek i zasad, których miałam się trzymać, dostałam nawet filmiki instrukażowe. Potem sprawdziła dokładnie artykuł pod względem tych kryteriów, podzieliła się uwagami, które, według mnie, wykraczały poza konstruktywną krytykę. Wydaje mi się, że ona też pracowała na czyjeś zlecenie i musiała się przed kimś rozliczyć.

Ogólne podsumowanie i ocena.

Praca nie odpowiadała mi z kilku względów.

Po pierwsze:

Musiałam pisać o czymś, na czym ani trochę się nie znam. Nie był to straszny problem, trochę poszperałam i zbudowałam dość sensowny poradnik, ale męczyłam się z tym, nie sprawiało mi to nawet odrobiny przyjemności.

Po drugie:

Nienawidzę jak mi się narzuca tyle rzeczy. Ogólnie uważam, że wtedy jakikolwiek tekst traci na autentyczności, staje się zlepkiem słów stworzonych pod jakiś schemat. Ja na takie coś się nie piszę. Rozumiem, że klient może mieć jakieś wymagania, ale skoro zleca mi napisanie tego, to chyba chce moją pracę, w moim stylu, z moim wyczuciem, a nie wytwór zrobiony na siłę. Poza tym czytając i oglądając poradniki czułam się nieco zlekceważona, jakby ktoś uznał, że dopiero uczę się pisać. Skoro zajęłam się tym zawodowo i można mieć wgląd w moje portfolio, to chyba można stwierdzić, że jednak coś tam umiem, prawda?

Po trzecie:

Kwestia zapłaty. Myślałam, że za tekst próbny rozliczę się poza ogłoszeniem, natomiast zaproponowana w nim kwota to cena za kilka artykułów już w ramach zlecenia. Zostałam natomiast potraktowana jak wyłudzacz. Dosłownie. Pomijam już fakt, że tych pieniędzy nie dostałabym za nic, ale po co dodawać takie stawki, skoro to ani cena za jeden tekst, ani jakaś pula na zlecenia. No ja tego nie zrozumiałam. Mało tego, do dziś, a minęły jakieś 3 tygodnie, nie dostałam tej zapłaty. Czy to dlatego, że odrzuciłam ofertę współpracy, którą dostałam?

Update: Przed chwilą dostałam zapłatę, bo upomniałam się w końcu przez portal. Jednak jest to zaliczka z tej puli, także nie wiem, czy mogę ją wypłacić.

 

 

ZLECENIE NUMER 5 – FREELANCERIA.PL

Znalezione przypadkiem, specjalnie założyłam nowe konto na tym portalu, żeby zaaplikować.

Co pomogło mi dostać zlecenie?

Dość mały ruch na stronie oraz trafienie na świeżo dodane ogłoszenie.

Na czym polegało moje zadanie?

Tekst próbny. Musiałam przerobić niezbyt dokładnie przetłumaczony z niemieckiego opis produktu.

Jak dużo miałam do zrobienia?

Zajęło to ok. 1,5 strony A4, jednak miałam podstawę, która wymagała jedynie doszlifowania i niewielkiego uzupełnienia.

Ile czasu dostałam na wykonanie?

Pod wieczór dostałam zadanie, na drugi dzień miało być gotowe.

Ile tak naprawdę mi zajęło skończenie?

Oddałam około południa następnego dnia.

Jaka była zapłata za pracę?

Umowa obejmowała 10zł/1000 znaków ze spacjami za tekst próbny i 20zł/1000zzs w późniejszych zleceniach.

Wyszło mi lekko ponad 3000 znaków, co powinno dać 30zł, ale uznałam to za niesprawiedliwe, bo miałam niejako szablon do rozbudowania, a nie stworzyłam tekstu od podstaw. Zaproponowałam zatem 20zł. Na chwilę obecną wciąż czekam na płatność i odzew.

Co mogę powiedzieć o pracodawcy?

Pani miło ze mną rozmawiała na emailu, bardzo pochwaliła pracę. Poprosiła o trochę cierpliwości z płatnością, ale nie podała konkretnego terminu. Póki co – cisza, nadal czekam.

Ogólne podsumowanie i ocena.

Dobrze by było dostać tę współpracę, bo byłaby dość przyjemna, ale na ten moment nie mam żadnych konkretów. Nie chcę oceniać pochopnie, bo nie minął nawet tydzień. Wszelkie znaki na niebie i ziemi nie wróżą jednak nic pozytywnego.

 

 

I KILKA OFERT, KTÓRE PRACĄ BYŁY I PRZESTAŁY LUB MIAŁY SZANSĘ BYĆ:

  • Na portalu Upwork dostałam propozycję zrobienia transkrypcji, a jednocześnie tłumaczenia nagrania z polskiego na angielski. To znaczy nagranie po polsku – zapis już po angielsku. Musiałam tylko przesłać próbkę gotowego tekstu, jakąś minutę czy dwie. Wysłałam i nastała cisza.
  • Także na Upwork miałam użyczyć swojego głosu, ale brakowało mi czystego nagrania próbnego.
  • Z kolei na freelancer.pl miałam zrobić napisy do filmu. Po niemiecku. Zadanie próbne przed – być może – owocną współpracą. Film około 4 min, a ja miałam czas od 22 do 10. Tak myślałam, bo okazało się, że pani pomyliły się chyba strefy czasowe i już o 7 dobijała się do mnie z pretensjami, dlaczego jeszcze nie ma gotowego pliku. Kiedy ja o umówionej godzinie weszłam, stwierdziła, że już i tak po wszystkim, bo firma, która jej to zleciła, odebrała projekt. Na pytanie „What now?” odpisała „Nothing.” i zniknęła. A ja napracowałam się na darmo. Później jeszcze pisała do mnie wiadomości, ale odpłaciłam pięknym za nadobne i też ją zignorowałam.
  • Pierwsze zlecenie, któremu nie podołałam – też freelancer.pl, gdzie przeceniłam swoje możliwości korekty tekstu w Excelu w ciągu dwóch dni. I tym razem to ja nawaliłam, trochę to przeżyłam, ale ten moment też musiał nadejść. Mam nauczkę, żeby lepiej dobierać prace bardzo-krótko-terminowe.

Z takimi ogłoszeniami masz spore szanse się zetknąć, jako początkujący freelancer.

Możesz trafić na wiele podobnych, a może na żadną. Wydaje mi się jednak, że przez któryś z tych schematów przejdziesz, one są dość powtarzalne. Mam nadzieję, że po przeczytaniu tego już nie nabierzesz się na te same sztuczki, a przy tym będziesz wiedział, na jakie oferty warto zwrócić uwagę. Przede wszystkim traktuj to jednak jako przykładowe zlecenia na portalach dla freelancerów. Chciałam też obalić mit, że bez doświadczenia lub chociaż portfolio nie da się nic wyhaczyć. Ja w każdym razie miałam takie obawy na początku, być może ktoś je podziela. Nie jest to niemożliwe, czasem trzeba przejść przez takie proste i niskobudżetowe projekty, jak np. mój pierwszy, czasem trafi się łut szczęścia, jak np. mój trzeci. Ziarnko do ziarnka i tworzy się Twój dorobek oraz renoma, nawet nie spostrzeżesz się kiedy. Także skoro już jesteś oswojony z ogłoszeniami, jakie przypuszczalnie napotkasz, to ruszaj do boju!

 

Czy któreś oferty i zadania przypominają Twoje własne? A może też przebrnąłeś przez jakieś warte opisania projekty, które mogą posłużyć jako rada lub przestroga, szczególnie dla nowicjuszy? Zapraszam do dyskusji w komentarzach!

 

 

 

 

Początkujący Freelancer cz. 1: Na jakich portalach znajdziesz oferty? Moje opinie.

Postanowiłam stworzyć krótki cykl wpisów na podstawie moich dotychczasowych doświadczeń w temacie freelancingu. Przyda się on przede wszystkim tym, którzy dopiero planują zacząć swoją przygodę z zarabianiem jako wolny strzelec, ale myślę, że także mniej lub bardziej zaawansowani stażem freelancerzy znajdą tu coś pożytecznego. W końcu nigdy nie przestaniemy się uczyć, cały czas coś nas może zaskoczyć. Warto dzielić się wiedzą, ja bardzo lubię uczyć się na cudzych błędach, ale też sukcesach. Dlatego zachęcam do wymiany opinii tutaj w komentarzach, chętnie przeczytam też wasze wpisy na ten temat, jeśli macie u siebie.

Nie wiem jak to w waszym przypadku, ale kiedy mówię komuś, że jestem freelancerem, ten ktoś zwykle patrzy z dwoma wielkimi znakami zapytania w oczach. Jak zaczynam tłumaczyć niektórzy mówią „aaa” z mniejszą lub większą pewnością w głosie. Inni nadal patrzą. Dlatego wydaje mi się, że chociaż sporo się o tym mówi ostatnio, to nadal trochę za mało tych informacji. Jeżeli dla ciebie ten świat to Narnia internetu, to także powinieneś przejrzeć ten poradnik. Może nie będziesz nim zafascynowany, ale przynajmniej nie popiszesz się już niewiedzą.

Cykl „Początkujący Freelancer”:

  1. Na jakich portalach znajdziesz oferty? Moje opinie.
  2. Jakie zlecenia dostanie freelancer bez doświadczenia? Moje doświadczenia.
  3. Pieniądze, zarobki, kasa na koncie – tylko kiedy?
  4. Na co uważać, a co nie jest takie straszne?
  5. Rady (czy tam lifehacki) dla początkujących freelancerów

 

Jak widzicie, dzisiaj zajmiemy się portalami dla freelancerów. Które z nich są ciekawe z punktu widzenia początkującego freelancera, a na które szkoda czasu? Omówię kilka serwisów, z którymi miałam do czynienia. Będę mówić o nich z perspektywy mojej specjalizacji, ale nie wpływa to na większość informacji, także niezależnie od twojej dziedziny ten poradnik się przyda. Niestety istnieje nisza jeśli chodzi o polskie strony dla freelancerów, dlatego większość z nich jest zagranicznych, co ma wpływ na oferty.

Każdą stronę omówię szczegółowo dla bardziej zainteresowanych oraz dodam ogólne podsumowanie dla tych, którym nie chce się czytać mojego wywodu i szukają tylko oceny.

1. Freelancer.pl (lub Freelancer.com)  – KORZYSTAM

freelancer
Chyba najpopularniejszy międzynarodowy portal dla freelancerów. Ogłoszeń z całego świata jest mnóstwo, pojawia się kilka na sekundę. I w ciągu następnych pięciu sekund jest już 20 odpowiedzi. Konkurencja? A i owszem. Nazwałabym to nawet „wyścigiem szczurów”. W tym wyścigu przodują osoby z Indii i Bangladeszu, które zdają się mieć nadludzkie możliwości jeśli chodzi o szybkość dodania swojej odpowiedzi i są gotowi pracować praktycznie za darmo. Trzeba się liczyć z tym, że wielu pracodawców wybierze właśnie ich, a nawet z myślą o nich dodaje ogłoszenie.

Jakie są rodzaje zleceń?

Strona oferuje bogaty wybór kategorii i podkategorii, co pozwala na dobranie sobie bardzo szczegółowych zakresów umiejętności. W każdej z nich jest ruch, jeśli chodzi o oferty, chociaż wiadomo, że nie wszędzie jest on taki sam. Na przykładzie tłumaczeń – tłumaczenia z angielskiego na polski pojawiają się raz na kilka dni, podczas gdy na niemiecki jest ich przynajmniej kilkanaście w ciągu dnia. Do pierwszych stoi długa kolejka osób, które na tę ofertę wyczekują, do drugich też jest sporo chętnych, może nawet więcej, ale stały napływ zleceń trochę upłynnia ruch. Tak czy siak – trzeba się przygotować na długie godziny aplikowania do każdego ogłoszenia z kolei i liczyć na łut szczęścia.

Co jeszcze? Abonamenty.

Niby da się bez nich funkcjonować, ale szanse bycia wybranym bez tych wszystkich podświetleń, wyróżnień i tak dalej nie są zbyt duże. Co prawda na miesiąc można wypróbować jeden z droższych za darmo, ale trzeba uważać, żeby anulować subskrybcję na czas, żeby jej automatycznie nie przedłużyć. Tak, ja za gapiostwo zapłaciłam ponad 100zł, a pamiętałam o tym, tylko przeoczyłam zbliżającą się datę końca darmowego okresu korzystania z abonamentu. Ciągle myślałam „przecież jeszcze nie minął miesiąc”. O tym, że minął brutalnie poinformowało mnie pobranie stosownej opłaty. Czy ten abonament zwiększa szanse wybrania do zlecenia? Ciężko stwierdzić, bo nie próbowałam bez niego, ale nie wydaje mi się, żeby efekt był spektakularny, bo do dziś dostałam raptem dwa zlecenia. A złapałam je, ponieważ postanowiłam sprytnie wyszukiwać ofert późno w nocy, także polscy zleceniodawcy, którym zależało na czasie, wybrali mnie niemal od razu.

Czy polskich zleceniodawców jest tam dużo?

Na tle innych krajów raczej nie, także dla kogoś, kto chciałby np. pisać teksty po polsku może to być kłopotliwe. Zwłaszcza, że polskich wykonawców jest z kolei dość sporo, a zatem jak już coś się zjawi, to konkurencja jest dość spora. Większość Polaków jednak aplikuje do zagranicznych zleceń. Bycie wybranym do „międzynarodowej” oferty to istna loteria. Szczególnie dla początkującego, ponieważ zwykle zleceniodawcy chcą albo doświadczenia, którego jeszcze nie masz na portalu – dlatego dużym plusem będzie bogate portfolio na profilu – albo taniego pracownika, a tutaj przedstawiciele wyżej wspomnianych narodowości przodują.

Dodatkowe koszty, jakie można ponieść?

Warto wspomnieć o płatnych testach potwierdzających umiejętności np. w języku angielskim, często pracodawca ich wymaga przy zgłaszaniu swojej kandydatury. Koszt to przeciętnie 15zł, ale pamiętajmy, że wynik może być dodatkowym atutem, a może wręcz działać na szkodę. W końcu to egzamin, raz pójdzie lepiej, raz gorzej, ale rezultat jest widoczny. Według mnie to słaba metoda definiowania realnych możliwości w danym zakresie. Kolejną wadą portalu są prowizje – okej, ich istnienia należy się spodziewać, ale są pobierane tuż po przyznaniu zlecenia, a więc zanim wykonamy pracę. Jeśli z różnych względów nie uda nam się go ukończyć, to jesteśmy stratni. Ja w ten sposób straciłam ostatnio 15zł.

Czy konto jest w 100% za darmo?

Jak widać, teoretycznie można prowadzić tam swój profil bez żadnych opłat, ale jeśli na poważnie chcecie zarabiać na tym portalu, to musicie przygotować się na pewne koszty. Może to być opłata abonamentowa (bez niego ciężko się przebić, dlatego warto wykorzystywać swój darmowy miesiąc na jak największe wypromowanie swojej osoby), dodatkowe wyróżnienia zleceń, płatne testy i prowizje od zleceń.  Czy warto zainwestować? To już musicie rozstrzygnąć indywidualnie. Dla mnie te rozszerzenia to trochę naciąganie, ale z drugiej strony ułatwia to zaistnienie na stronie. No właśnie – ułatwia. Nie zamyka drogi do korzystania z niego za darmo, trzeba wtedy tylko podejmować się zleceń, co do których jesteśmy pewni zysku, żeby nie stracić na prowizji. Ja uważam, że talent i ciężka praca bronią się same.

Czy zatem gra jest warta świeczki?

Wypisałam chyba wszystkie mankamenty tego portalu, ale jednak z niego korzystam, co oznacza, że nie jest on taki zły.  Wszystkie te wady, jeśli można to tak nazwać, wymieniłam nie po to, aby was od tej strony odciągnąć, tylko przygotować na to, co was czeka. Mój ogólny stosunek do strony jest jak najbardziej pozytywny, bo mimo wszystko jest tam najwięcej ofert z całego świata, jest tam spora różnorodność kategorii i stały napływ klientów. Swoje najlepiej płatne zlecenie złapałam właśnie tam, oprócz tego miałam kilka kandydatur i próbnych prac, które z różnych względów nie zaowocowały współpracą (o niektórych rozmowach z potencjalnymi pracodawcami wspomnę w notce „Na co uważać, a co nie jest takie straszne), a także pierwszą pracę, której nie podołałam. W moich początkach serwis ten odegrał sporą rolę.

Rejestrować się?

Jeśli więc jesteś zdeterminowany i gotowy na spędzenie długich godzin na łowieniu zleceń, budowaniu swojej renomy, jeśli nie stresuje Cię duża konkurencja oraz presja czasu, jaką można odczuć, kiedy czuje się tempo napływu ofert i odpowiedzi, jeśli liczysz się z możliwością zainwestowania dla osiągnięcia zysków…

Lub najzwyczajniej w świecie, tak jak ja, zamierzasz od czasu do czasu tam zajrzeć, skorzystać ze stałego napływu ogłoszeń w bardzo wyszczególnionych dziedzinach, poznajdować kilka ofert wartych aplikowania, łowić okazje i świeże zlecenia w mniej popularnych kategoriach oraz spokojnie czekać na odezwę zainteresowanego klienta, to jak najbardziej polecam portal.

Specjalnie tak rozbiłam końcówkę, żeby zwrócić Twoją uwagę na to, co może na tej stronie łatwo porwać, czyli gonitwę, której nie warto ulegać. Mnie na początku dopadła ta gorączka w poszukiwaniu zleceń, przez co aplikowałam do każdej kolejnej oferty, odpuszczałam te, w których było już sporo kandydatów „bo i tak mnie nie wezmą” oraz te, które były dodane dłużej niż 5 minut temu „bo już jest ktoś przede mną, kto się lepiej nadaje”, a na koniec denerwowałam się, że nikt mnie nie wybrał. Później zrozumiałam, że nie tędy droga. Teraz zaglądam tam raz na kilka dni, szukam zleceń, które do mnie przemawiają, dopiero wtedy się zgłaszam. Znam już porę, kiedy najlepiej to robić. I do tego namawiam was też, znajdźcie tam swój rytm, a wtedy żaden „Bangladeszanin” czy „Indyjczyk” nie będzie dla was zagrożeniem, abonament nie będzie niezbędny, a brak opinii na stronie sam się zacznie uzupełniać.

PODSUMOWANIE:

ZALETY:

  • Stały i szybki napływ ofert z całego świata.
  • Dużo szczegółowych kategorii.
  • Przejrzysty interfejs.
  • Możliwość nawiązania stałej współpracy w systemie godzinowym.
  • Sporo dobrze płatnych zleceń.
  • Płatności Milestone – zaliczki za dany etap, jednak do wypłacenia po zakończeniu całości.
  • Rozbudowane narzędzia budowy profilu, dodawania portfolio itd.

WADY:

  • Prowizje pobierane przed rozpoczęciem pracy nad zleceniem.
  • Słabo rozwinięta polska wersja językowa strony – pół po polsku, pół nadal nie.
  • Płatne abonamenty i inne dodatki, bez których trudniej zostać wybranym do oferty.
  • Często wymagane płatne testy umiejętności.
  • Duża konkurencja z całego świata – szczególnie z Azji.
  • Mało polskich zleceń, wielu polskich użytkowników.
  • Łatwo ulec presji czasu, gonitwie za zleceniem.
  • Długi okres oczekiwania na pierwszą wypłatę środków

OGÓLNA OCENA: 7/10 – WARTO.

freelancer

2. Upwork.com – KORZYSTAM

freelancer
To na tej stronie znalazłam pierwsze zlecenie i to dość szybko, jak na nowego użytkownika, osobę bez doświadczenia czy ładnego portfolio na profilu. To tam znalazłam pierwszą długoterminową współpracę. To tam zdobyłam pierwsze „sample”, które pokazuję potencjalnym pracodawcom. Przyznaję, że ostatnio zaniedbałam tę stronę na rzecz opisanej powyżej, a szkoda, bo jest zdecydowanie przystępniejsza, szczególnie dla początkujących.

Najważniejsza przewaga nad głównym konkurentem?

Strona nie jest opanowana przez Azjatów pracujących za śmieszne stawki i aplikujących do każdego zlecenia. Nie twierdzę, że ich tam nie ma w ogóle, to by było zbyt piękne. Ich obecność tam nie wpływa jednak na przeciętnego użytkownika – oprócz ogłoszeń-pułapek, ale o nich w części 4. Co prawda tutaj nie widać innych kandydatów do danej pracy, więc trudno stwierdzić, z kim się konkuruje, ale da się wyczuć tę różnicę. Tutaj tłok jest trochę mniejszy, ogłoszenie może mieć „less than 5 proposals” – czyli „mniej niż 5 propozycji” (wykonania) – nawet przez kilka godzin, co na freelancer.pl jest nie do pomyślenia w przypadku uczciwej oferty. Przeciętna liczba zgłoszeń to 5 do 10 lub 10 do 15 na zlecenie, w zależności od popularności kategorii, specyfiki zadania. Widać wyraźnie różnicę, prawda? Znacznie więcej jest też ogłoszeń „Hourly”, czyli płatnych za godzinę. Jest to wygodne dla osób szukających w miarę stałego dochodu.

Stopień trudności zadania – o ile tak można to nazwać.

Fajną opcją, jaką bardzo sobie tam cenię, jest określenie przez pracodawcę „stopnia trudności” zlecenia. Dlaczego biorę to w cudzysłów? Nie da się tego dosłownie tak określić, ale jest to coś w tym stylu. Przy zakładaniu profilu, freelancer określa swój stopień zaawansowania w trzystopniowej skali:

$ – Początkujący

$$ – Średniozaawansowany

$$$ – Doświadczony

Można to oczywiście w każdej chwili zmienić, nie jest to też sprawdzane przez nikogo. Nie warto kłamać mimo to, bo pracodawca i tak zobaczy, że masz nowy profil, więc doświadczenia na stronie nie zdobyłeś, nawet nie masz nic w portfolio, żeby udokumentować dotychczasową pracę. Wybierz stopień zgodny z rzeczywistością.

Po co jest ta skala? Przy ofertach widać symbole poszczególnych poziomów, można też według nich filtrować zlecenia. Wtedy wyświetlają się te ogłoszenia, których autorzy poszukują freelancera z określonym stopniem zaawansowania. Ze strony zleceniodawców ta skala wygląda tak:

$ – Najmniejsza cena, być może kosztem jakości

$$ – Równowaga jakości i ceny

$$$ – Przede wszystkim jakość, nawet za wyższą cenę

Nie przytoczyłam dosłownie tych określeń, ale mniej więcej tak jest to opisane. Można się obrazić na to, kłócić się „przecież jako początkujący wcale nie muszę zrobić tego gorzej”, ale obiektywnie patrząc – coś w tym jest. Przynajmniej wiemy na wstępie, na czym zależy ogłoszeniodawcy i możemy pod tym kątem znajdować pierwsze oferty. Nie oznacza to, że osoba z poziomem $ nie może kandydować do pracy z poziomem $$$, ale wie już z góry, że ma mniejsze szanse na bycie wybranym. Natomiast mnie, także użytkownikowi na pierwszym poziomie, trafiło się spore zlecenie z poziomu drugiego, więc nie opłaca się całkiem zamykać na pozostałe ogłoszenia.  Mimo to, takie stopniowanie ofert ułatwia – być może wbrew pozorom – początkującemu na otrzymanie pierwszych prac.

Pracodawcy sami się do Ciebie zwracają!

Bardzo często, z czym nie spotkałam się raczej gdzie indziej, to zleceniodawca zaprasza do przejrzenia jego oferty! Jeśli uzna, że Twój profil mu odpowiada, może zaprosić Cię na „Interview”, czyli zaproponować kandydaturę do swojego zlecenia. Możesz się zgodzić i wtedy negocjujecie warunki, ale wcale nie musisz i nie wpłynie to negatywnie na Twoją opinię ani ogólnie na nic. Dostaję bardzo dużo takich zaproszeń, odkąd mam już kilka ocen na portalu jest ich coraz więcej. Co prawda tylko jedno dotąd było warte mojej uwagi, ale i tak jest to sporą zaletą strony, angażującą obie strony w odnalezienie się. Często robią to ogłoszeniodawcy, którym zwyczajnie zależy na szybkim wykonaniu zadania – jeśli czujesz się na siłach, może trafić Ci się niezła okazja, jeśli będziesz w odpowiednim miejscu i czasie.

A co z opłatami?

Nie ma wyraźnych opłat za korzystanie z serwisu. Istnieją płatne abonamenty, dzięki którym np. dostaje się dodatkowe „żetony” na zgłaszanie kandydatury (najczęściej 1 oferta = 2 żetony), jednak mi darmowe 60 miesięcznie wystarczyło w pełni, nawet kilka zostało. Spokojnie można się bez tego obejść, ja dokładnie nawet nie znam korzyści, jakie by mi potencjalnie wykupienie konta premium. Jeśli jednak ktoś rozważałby zakup – są one znacznie tańsze niż na poprzednio opisanej stronie. Nawiązując jeszcze do poprzednika – tutaj testy umiejętności są darmowe, ale ich znaczenie jest mniejsze, raczej jako dodatek do profilu niż coś determinującego otrzymanie zlecenia. Dość duże są jednak prowizje za wykonaną pracę, być może na tym portal sobie „odbija”. Przynajmniej pobierane są po zakończeniu zlecenia, z otrzymanej kwoty. Wydaje mi się jednak, że każdy się z taką opłatą liczy, korzystając z tego typu pośrednictwa. Oprócz tego nie ma żadnych potrzebnych inwestycji w konto na tej stronie.

Gdzie jest jednak haczyk?

To wszystko byłoby za piękne, żeby prawdziwe. Jest dość poważne utrudnienie, które może niektórym uniemożliwić korzystanie z tej strony. A mianowicie jest to portal całkowicie zagraniczny. Co to oznacza? Serwis wie, że jesteś z Polski, podajesz polskie dane podatkowe, ustawiasz sobie polski numer konta do rozliczeń. I na tym koniec, jeśli o Twoją polskość chodzi. Portal jest całkowicie w języku angielskim, wszystkie zlecenia – niezależnie od kraju pochodzenia pracodawcy – również. Co prawda, faktycznie, zleceniodawcy są z różnych krajów, głównie USA, ale też i np. państw hiszpańskojęzycznych czy Niemiec – mimo to, ciężko o Polaka. Dotychczas raz trafiłam na pracodawcę z Polski, ale kierował on ofertę i tak do „Native English”.

Co to oznacza?

Nie znajdziesz tutaj ofert na tekst w języku polskim, na stronę internetową po polsku itd. Zdarza się raz na jakiś czas tłumaczenie na polski, najczęściej z angielskiego lub niemieckiego, ale rzucają się na nie wszyscy polscy użytkownicy, także kto pierwszy, ten lepszy. Jeśli zatem nie znasz na tyle dobrze angielskiego, żeby poruszać się po stronie oraz wykonywać swoją pracę w tym języku – najczęściej, bo zdarzają się oferty dotyczące innych języków, ale i tak napisane po angielsku – to raczej nie będzie strona dla Ciebie. Ja dotychczas zajęłam się tam jednym drobnym tłumaczeniem na polski – moja pierwsza praca jako freelancer w ogóle, więcej w części 2 – oraz napisaniem dwóch artykułów po angielsku, z czego jeden zaowocował ofertą stałej współpracy.

Czy warto szukać tam pracy?

Nie jest trudno o zlecenie, w zasadzie cały czas kandydyduję do jakiegoś ogłoszenia ze swojego zgłoszenia lub na zaproszenie pracodawcy. Musisz się jedynie liczyć z tym, że pracujesz „za granicą” – a zatem dla klienta zza granicy oraz w innym języku. Jest to jedyna strona na liście, która jest w 100% zagraniczna, ale jest też to chyba moja ulubiona strona. Wydaje mi się, że przez to jest jeszcze taka swobodna – nie ma tłumów z całego świata, jedynie osoby gotowe pracować po angielsku. Jeśli nie jesteś w stanie wykonywać swojej pracy w tym obcym języku, to niestety nie jest póki co strona dla Ciebie. Być może to się zmieni, coraz więcej ogłoszeń jest np. po niemiecku, hiszpańsku lub francusku i trafiają do odbiorców. Na ten moment jednak musisz sobie odpuścić. Ale jeśli jesteś otwarty na międzynarodową współpracę i posługujesz się tym uniwersalnym językiem – śmiało podbijaj tę stronę!

PODSUMOWANIE:

ZALETY:

  • Stały napływ zleceń.
  • Niewielka konkurencja w stosunku do ilości ofert.
  • Przejrzysty interfejs.
  • Stopniowanie zleceń pod kątem zaawansowania.
  • Darmowe konto jest w pełni funkcjonalne.
  • Możliwość zaproszenia przez zleceniodawcę do jego pracy.
  • Sporo ofert rozliczanych w systemie godzinowym.
  • Można ustalić zaliczki z pracodawcą.
  • Darmowe testy umiejętności.

WADY:

  • Brak polskiej wersji językowej.
  • Większość ofert jest w języku angielskim.
  • Nie ma polskich zleceniodawców (lub jest ich niewielu).
  • Dość spora prowizja od wykonanej pracy.

OGÓLNA OCENA: 9/10 – WARTO.
freelancer

 

3. Guru.com – POSIADAM KONTO

freelancer
Dlaczego napisałam „posiadam konto” zamiast „korzystam”? Ano dlatego, że jeszcze nigdy nie skorzystałam.

Co tam można znaleźć?

Przy rejestracji wydawał mi się to dość fajny, trochę niszowy portal. Trochę odstraszał mnie mało przejrzysty wygląd strony, ale w końcu nie jest to najważniejsze. Tutaj już rzadziej pojawiają się oferty w moich kategoriach. Średnio jedno na pół godziny. Mimo to, ani razu nie kandydowałam do żadnej. Nie było nic takiego, co wpasowało się w moje oczekiwania. Niektóre ogłoszenia są nieco komiczne, dużo osób na przykład chciałoby biografię – swoją, ojca lub sąsiada. Wymagają jednak obecności w LA, NYC lub innej równie bliskiej mi mieścinie przez cały czas jej powstawania. Cóż, jakby mnie przyjęli do siebie…

Pomoc w znajdowaniu ofert?

Po przejrzeniu kilka razy tego typu ofert raczej odpuściłam sobie stronę. Serwis nie omieszkał mnie jednak wplątać w newsletter i dwa razy dziennie dostaję maila z fantastycznymi zleceniami w moich kategoriach. Takimi dobranymi do mnie! Jakimi? Postanowiłam wybrać najlepsze smaczki:

  1. Magazyn Podróżniczy numer jeden w Niemczech! To znaczy, jak już powstanie… Bo ja mam super pomysł na niego. Znalazłem stronę, z której przetłumaczysz mi teksty na niemiecki. Tylko nie słowo w słowo, bo to plagiat.
  2. Pisanie artykułów o zdrowiu. Musisz trenować jogę i być Native English.
  3. Korekta całego e-booka po włosku, a później jeszcze przetłumaczenie na angielski. Mam nadzieję, że znasz włoski? Nie? Jak to?
  4. 60 stron tekstu do korekty w języku tureckim. Później przetłumaczenie na angielski i niemiecki. Co Ty, wymiękasz, przecież to na rozgrzewkę zadanie…
  5. … bo potem możesz przetłumaczyć 100 000 słów z japońskiego na niemiecki. Chyba znasz te wszystkie języki, w końcu zaznaczyłaś, że chcesz tłumaczyć.
  6. Do mieszkańców USA, Kanady, Australii, Jamajki, Południowej Afryki lub Puerto Rico. 30 stron o biblijnych „Flower Gardens”. Nie jesteś stamtąd? Niemożliwe.
  7. Kurs o parapsychologii. 40 stron. Na już. Ma być jakość uniwersytecka. Jak to, nie wiesz o co chodzi? To wygoogluj.
Serio? Tylko takie zlecenia tam są?

Przeważają niestety tego typu ogłoszenia. Ludzie tam są nastawieni głównie na dużo pracy małym kosztem. Owszem, przy dokładnym przeszukiwaniu trafiają się w miarę przyzwoite oferty. Mnie jednak strona wystarczająco zniechęca nagromadzeniem ludzkich fanaberii. W moich kategoriach, po odrzuceniu takich kąsków, niewiele niestety zostaje. Dlatego ja spasowałam. Jak chcecie, sami się przekonajcie.

A przynajmniej za darmo?

Są jakieś płatne abonamenty, ale nie zgłębiłam ich z racji tego, że nie korzystałam za bardzo ze strony. Chyba można spokojnie prowadzić darmowe konto, w końcu moje tak sobie istnieje. I nic. Wydaje mi się jednak, że opłacanie dodatkowych funkcji nie zmieniłoby tego, że nie robię tam nic.

PODSUMOWANIE:

ZALETY:

  • Stosunkowo nieduży ruch.
  • Darmowe konto, z pewnymi ograniczeniami.

WADY:

  • Brak polskiej wersji językowej.
  • Dużo zleceń „z Księżyca”.
  • Newsletter wysyłający losowe, w ogóle niepasujące oferty.
  • Nieprzejrzysty interfejs.
  • Mniejsza ilość ogłoszeń, w porównaniu do poprzedników.

OGÓLNA OCENA: 3/10 – NIE WARTO.
freelancer

4. Outwork.pl – MIAŁAM KONTO

freelancer
Szczerze mówiąc, zapomniałam, dlaczego porzuciłam stare konto na tym portalu. Specjalnie na potrzeby tej recenzji stworzyłam nowe. I szybko sobie przypomniałam, kiedy zobaczyłam ogłoszenia z datą końcową 30.09.2016 lub nawet 7.02.2015. Serwis dogorywa. W miesiącu pojawia się kilka ogłoszeń we wszystkich kategoriach. A szkoda, bo stronka polska, z potencjałem, ładnie się prezentuje. Mogłaby spokojnie zapełnić lukę na naszym rodzimym rynku portali dla freelancerów i być ciekawą alternatywą dla tych zagranicznych. Może wynika to z tego, że niewiele osób decyduje się na zatrudnienie wolnego strzelca?

PODSUMOWANIE:

ZALETY:

  • Polska strona.
  • Ładnie wygląda.

WADY:

  • W zasadzie umarła.
  • Jedno lub kilka nowych ogłoszeń na miesiąc.

OGÓLNA OCENA: 2/10 – NIE WARTO.
freelancer

5. Useme.eu – MIAŁAM KONTO

freelancer

Portal znany z wystawiania faktur bez firmy. Dokładnie nie wiem, o co chodzi, ale się tym chwalą, więc to raczej fajna sprawa. Jeśli komuś jest to potrzebne – może śmiało korzystać, nawet do rozliczania projektów zewnętrznych z tego, co widzę.

Ale skupmy się na części ze zleceniami.

Tutaj także porzuciłam konto tuż po jego założeniu, ale zalogowałam się na nie, żeby przypomnieć sobie, co było tego przyczyną. Chyba pierwsza rzecz, jaka mnie wtedy zraziła to wymóg dodania portfolio, którego przy rejestracji nie miałam. Ale dlaczego z czasem nie wróciłam?

Zakładam, że problemem była dość mała liczba zleceń. O ile nie jest tak źle, jak w przypadku poprzednika, to i tak w moich kategoriach jest jedno ogłoszenie raz na dzień lub kilka. Chętnych natomiast jest kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt. Prawdopodobnie uznałam, że szkoda czasu i raczej to zdanie podtrzymam, chociaż może z braku laku kiedyś znów zajrzę. A nuż widelec będzie coś wartego uwagi? Póki co jednak skupię się na bardziej zaludnionych serwisach.

PODSUMOWANIE:

ZALETY:

  • Możliwość wystawienia faktur bez firmy, chyba główne założenie portalu.
  • Przejrzysty interfejs.
  • Darmowe prowadzenie konta.

WADY: 

  • Raptem kilka nowych ogłoszeń dziennie.
  • Dość sporo chętnych do każdej oferty.

OGÓLNA OCENA: 5/10 – ZDECYDUJ SAM, DLA MNIE NIE WARTO.
freelancer

 

6. Freelanceria.pl – MAM KONTO

freelancer
Owszem, mam konto. Nawet drugie. Pierwsze założyłam, kiedy orientowałam się w terenie, że tak to ujmę. Czyli poznając wszelkie portale dla freelancerów. Tak, jak w przypadku poprzedników – założyłam, rozejrzałam się, porzuciłam.

Moje nowe konto ma niespełna tydzień. A powstało, kiedy przypadkiem znów odwiedziłam tę stronę i zobaczyłam świeże ogłoszenie bez odpowiedzi. Była to dość wyjątkowa sytuacja, aż zdecydowałam się aplikować, skoro już tam byłam. Dostałam tę pracę, ciągle czekam na zapłatę – nie chcę wyrokować, bo jeszcze nie ten czas, chociaż mam mieszane uczucia. No ale nie o tym mowa – o zleceniach i ewentualnych przestrogach napiszę w innych częściach.

Wróćmy do strony. Co można o niej rzec?

Jest niewątpliwie najbardziej ryzykowna z nich wszystkich. Prawdopodobnie dlatego, że to zwyczajny serwis ogłoszeń, nie pośrednik między pracodawcą, a freelancerem. Odpukać, ale chyba się przekonałam na własnej skórze o tym. Można sobie psioczyć na prowizje portali freelancer.pl czy upwork.com, ale jednak daje to jakieś bezpieczeństwo transakcji, zobowiązanie dla obu stron i pomoc w razie nieuczciwego potraktowania. Tutaj można jedynie dodać odpowiedź na ofertę, dalej jest się skazanym na siebie samego.

Ile jest tych ogłoszeń?

Niewiele. Najwięcej dla siebie znajdą wszelkiej maści informatycy czy graficy komputerowi. Oni mogą liczyć nawet na kilka ofert dziennie. W pozostałych kategoriach pojawi się coś raz na kilka dni lub tygodni (np.w „Prace edytorskie”) lub nawet miesięcy (np. „Tłumaczenia”). Bardziej jest to katalog zarejestrowanych freelancerów i portfolio wrzuconych tam prac, niż faktyczna strona do poszukiwania ofert od pracodawców.

PODSUMOWANIE:

ZALETY: 

  • Brak opłat za prowadzenie konta.
  • Dostęp do profili innych freelancerów.
  • Brak prowizji od zlecenia.

WADY:

  • Brak pośrednika między stronami – mniejsze bezpieczeństwo.
  • Dość rzadko pojawiają się zlecenia.
  • Niezbyt przyjemna szata graficzna.
  • Każde ogłoszenie ma od kilku do kilkunastu odpowiedzi.

OGÓLNA OCENA: 3/10 – NIE WARTO (CHYBA, ŻE KONIECZNIE CHCESZ UNIKNĄĆ POŚREDNIKÓW I TRAFISZ NA OFERTĘ)
freelancer

7. Oferia.pl – MIAŁAM KONTO

freelancer
Z rozmysłem zostawiłam tę stronę na sam koniec. Powoduje ona we mnie bowiem dość mieszane uczucia.

Jest to serwis z ogłoszeniami dla zleceniodawców i wykonawców, utrzymywany przez Leroy Merlin. Miałam tam swoje konto jakieś pół roku temu, kiedy właśnie po raz pierwszy rozglądałam się na tego typu stronach. Wydaje się całkiem w porządku. Są niezbędne kategorie, także dotyczące prac „pozainternetowych”, w każdej codziennie jakieś zlecenia. Rejestrując się, tworzymy wizytówkę do wglądu dla pracodawcy. Tam trafiają zakończone prace z naszym udziałem oraz ocena, także serwis jest w pewnym sensie jakimś gwarantem podczas przyjmowania zlecenia. Nie wiem do końca, jak to wygląda, czy można się zgłosić po wsparcie w razie np. braku płatności, ale wydaje mi się, że skoro nie są to tylko ogłoszenia i portal nadzoruje jakoś cały proces, to raczej można.

Abonament?

Jest do wykupienia konto premium za 19 zł miesięcznie – bez niego jest ograniczona liczba zgłoszeń do śmiesznych 10 na cały miesiąc. Można by było się z tym jakoś pogodzić, zajrzeć od czasu do czasu, może na coś się załapać. Ale…

„Portal, z którego nie wypiszesz się tak łatwo…”

Tak, jest on zakwalifikowany do listy o takiej nazwie. Nie to jest jednak najgorszy aspekt rejestracji. Kiedy zakładałam konta podczas przeglądania stron i zbierania o nich opinii, to zostawiałam je na pastwę losu, dopóki nie zdecydowałam się na poważnie zająć freelancingiem. Naturalnym jest, że o niektórych zapomniałam. O tym nawet udało mi się na chwilę. Dopóki nie wpisałam swojego imienia i nazwiska w google. Aż zrobiłam się czerwona, kiedy zobaczyłam, że dzięki oferii każdy ma wgląd do moich danych osobowych. O ile imię i nazwisko rozumiem, o tyle numer telefonu czy adres nie powinny być dostępne dla każdego, na kliknięcie myszką. Za dość mętną możliwość zarobku zatem sprzedajemy swoją prywatność. Być może komuś nie będzie to przeszkadzało. Ja się na to nie zgadzam i znalazłam w internecie sporo osób o takim samym zdaniu.

Da się usunąć konto?

I tutaj właśnie przechodzimy do kwestii wypisania się. Na stronie próżno szukać opcji „usuń konto”. Trzeba napisać stosowny mail do oferii z prośbą o skasowanie wszystkich danych osobowych, na który oni po kilku dniach odpowiadają pozytywnie (nie mają wyboru, takie jest prawo). To nadal nie jest jednak koniec, bo nim pamięć podręczna google usunie profil też mija kilka chwil. Podczas których wszyscy mogą zdobyć nasze prywatne dane.

PODSUMOWANIE:

ZALETY:

  • Polski portal.
  • Dość spora liczba ofert jak na rodzime warunki.
  • Wizytówka freelancera (czy też wykonawcy, jak jest to tam nazwane).
  • W miarę przejrzysta strona.

WADY:

  • Najważniejsza – sprzedaż danych osobowych.
  • Problemy z usunięciem profilu.
  • Tylko 10 zgłoszeń na miesiąc z darmowym kontem.
  • Całkiem duża konkurencja.

OGÓLNA OCENA: 1/10 – ZDECYDOWANIE NIE WARTO.

 

freelancer

 

Uff. Wydaje mi się, że chyba wspomniałam o każdej stronie, z którą miałam jakoś do czynienia. Jeśli przypomną mi się jakieś lub wy dacie mi znać o innych, to napiszę kolejny wpis na ten temat.

Pamiętajcie, że mówię tylko o swoich odczuciach i subiektywnych doświadczeniach. Najlepiej się przekonacie na własnej skórze, jeśli chcecie.

Dajcie znać, czy pomysł na cykl wam się spodobał, czy warto pisać na ten temat? Podzielcie się też swoimi doświadczeniami w komentarzach.

A ja na razie uciekam, bo spędziłam dobre 5 godzin pisząc to i najwyższa pora dać udręczonemu umysłowi odpocząć.