Życiowy update – czemu tutaj tak cicho?

Tak wiem, chwilę mnie nie było. I nie zabrzmi to optymistycznie, ale moja nieobecność się jeszcze przedłuży…

… ale z innego, milszego powodu!

Otóż ostatnie dni były trochę trudne, trochę zabiegane, trochę problemowe. I dlatego nie miałam chęci tutaj pisać, a nie chciałam na siłę wrzucać czegoś „aby było”, bo to się mija z celem. Myślę, że każdy, kto to czyta, będzie wiedział, co mam na myśli.

Ale teraz też znikam na jakiś czas. Tym razem bardzo się cieszę i mam nadzieję, że to będzie dla mnie jak najlepszy okres. Bo jadę na wakacje! Juhu!

Czas na wyjazd!

wyjazd

Za kilka godzin wyjeżdżam na lotnisko i piszę tę notkę w przerwie między skakaniem po walizce, żeby się domknęła a gorączkowym miotaniem się w poszukiwaniu czegoś, co mogłam zapomnieć. Nie chciałam jednak zostawiać was tak bez słowa, bo ta stronka wtedy wyglądałaby na bardzo zaniedbaną, podobnie jak ewentualni czytelnicy, także na szybko dałam radę coś tu naskrobać.

Po powrocie obiecuję, że się wami zajmę jak należy! Prawdopodobnie będą nawet filmiki z podróży! No, a zdjęcia i relacje to już na pewno.

wyjazd

Nie wiem, kiedy dokładnie zbiorę się, żeby zacząć opisywać wyjazd, bo być może zaraz jak wejdę do domu będę miała chęci coś dodać, a może dopiero po paru dniach. Ale postaram się jak najszybciej, żeby już was więcej tak nie zaniedbywać!

Także trzymajcie się cieplutko i do przeczytania za jakiś czas!

3… 2… 1…

Kamera, akcja!

Ale zaraz… jaka akcja? Co się dzieje?

Oto pierwszy post na mojej stronie internetowej. Nawet do końca nie wierzę, że to już, a z drugiej strony to dość spontaniczna decyzja, gdyż na pomysł jej stworzenia wpadłam nie dalej, jak tydzień temu.

W ostatnich dniach eksperymentowałam trochę z darmowymi hostingami, żeby poćwiczyć różne rzeczy. Zaczynałam będąc zupełnie zielona. Nawet nie wiedziałam, czego potrzeba stronie internetowej do funkcjonowania.

Tutaj jeszcze rzecz jasna wszystko jest „w remoncie”, a pewnie i tak jeszcze długo będę dążyć do ideału. Mimo wszystko, kiedy patrzę na coś i uważam za niedopracowane, to od razu przypominam sobie pierwszą próbę zaprojektowania funkcjonalnej witryny. Od razu jakoś milej się tu rozejrzeć. A tak naprawdę to nie minął przecież nawet tydzień.

No właśnie, nie spodziewałam się, że tak szybko będę pisać tutaj te słowa, pierwsze już tak trochę „na swoim”. Przez blogów w swoim życiu trochę się przewinęłam. Nie było wśród nich dwóch takich samych, każdy dotyczył zupełnie innych tematów i dziedzin, przyciągał różnych czytelników. Problem polegał na tym, ze żaden z nich nie był tak naprawdę mój. Nawet nie chodziło o domenę czy wygląd. Nigdy nie pisałam o tym, o czym naprawdę chciałam. Wolałam nie ryzykować i napisać tekst docierający do większej grupy, na temat mniej wymagający, ale za to poczytny.

Tylko co z tego, skoro ja, zgrzytając zębami, udawałam ekspertkę z dziedzin, w których do niej mi daleko?

Ostatnio jednak nastąpiło sporo zmian w moim życiu, które spowodowały też trochę większą determinację, stopniowo, coraz pewniej chcę dążyc do celu. Po dość długiej przerwie wróciły myśli krążące wokół trzech liter w, ale tym razem pierwszy raz pomyślałam, że chciałabym swoją własną stronę, taką, na której wszystko od postaw zbuduję tak, jak chcę i wtedy łatwiej będzie iść ścieżką już trochę wydeptaną przeze mnie, nie będę musiała pchać się na główną ulicę. Tym bardziej, że w tak zwanym międzyczasie sporo ograniczeń przestało mnie obowiązywać, a nawet pojawiły się pewne korzyści, potencjalnie sprzyjające rozwijaniu się.

Postanowiłam dla zabawy pobawić się w robienie stron. Tak mi się to spodobało, że do późnej nocy nad nią siedziałam. Wtedy już pomyślałam, że założę własną stronę, ale jeszcze nie teraz, bo jednak to była już trochę wiążąca decyzja, chciałam mieć pewność, że dam radę ją zagospodarować, regularnie prowadzić. Wtedy zrozumiałam, że przecież to nie może być dla mnie obciążenie – zadeklaruję się, wpłacę, to będę musiała coś tam robić, inaczej stracę tylko czas, nerwy i pieniądze. To nie kredyt hipoteczny. Zaczęłam to postrzegać jako mobilizację. Stało się to dla mnie bodźcem, żeby już się nie poddać, tylko wreszcie stworzyć miejsce, które będzie moje. I postarać się, aby inni też najzwyczajniej poczuli się tu dobrze.

Także jestem! Rozpoczyna się akcja.

Pierwszy wpis to takie wprowadzenie, moja historia odnośnie powstania tej strony z apelem, żebyście wy też pozbyli się obaw, które powstrzymują was od realizowania celów. Może to zabrzmi banalnie, też do niedawna tak bym to postrzegała. Teraz się przekonałam, że serio coś w tym jest. Uda się dopiero wtedy, kiedy zrobicie coś po swojemu, nie tak, jak to narzuca wam otoczenie lub własne bariery. One są po to, aby je przełamywać, tylko nie na siłę, bo wtedy będą rosły. Gwarantuję wam, że kiedy zaczniecie coś robić naprawdę dla siebie, nie dla aprobaty innych lub korzyści, to pozostali od razu to wychwycą i wtedy będą mogli doceniać, podziwiać was, to co robicie. Wtedy to otoczenie się dopasuje do was, nie odwrotnie. I to jest właśnie klucz do bycia szczęśliwym, spełniania się.

Już nie przynudzam, witam i mam nadzieję, że to początek czegoś pięknego.

Następne wpisy będą już trochę bardziej konkretne – postaram się już niedługo napisać notkę z prawdziwego zdarzenia. Najważniejsze, żeby nie było już tak przeraźliwie pusto, nie mogłam już na to patrzeć, dlatego może nic ten wpis nie wnosi ciekawego, ale za to zaliczyłam pierwszy kroczek naprzód i teraz mogę spokojnie rozwijać bloga.

Nie powiedziałam zbyt wiele o sobie, ale trochę więcej jest tu. Przecież nie mogę wszystkiego opowiedzieć na wstępie, bo przestanę być w jakimś stopniu interesująca.

Jeśli dobrnąłeś do tego miejsca – bardzo dziękuję, że jesteś ze mną w tej chwili, ważnej, ale też i niełatwej, bo początki są zawsze najtrudniejsze. Postaram się w zamian odwdzięczyć ciekawymi i przydatnymi postami w przyszłości.

Chyba już wystarczy, zaczęliśmy.