Strona główna

Strona główna

 

Hej, jestem Paulina.

Jestem kiepska w przedstawianiu się, zawsze łapie mnie trema. Nawet teraz. Może po prostu opowiem coś więcej, może być o stronie na rozgrzewkę.

26 maja 2017 powstał ten blog. Długo myślałam nad domeną, aż w końcu pojawił się w mojej głowie ten paszkwil, który widzisz na pasku adresowym. Tak, była straszna, ale wybrałam ją, bo z założenia miałam tu się skupiać na freelancingu. Problem był taki, że sama sobie to odpuściłam, bo bezrobotna, niewykształcona osiemnastolatka z nieznanych przyczyn nie wzbudzała zaufania.

Ale strona pozostała, a ja postanowiłam wtedy być tu z nią i  pisać wszystko, co akurat wyda mi się fajne. To się chyba lajfstajl nazywa fachowo, chociaż mi przychodzą raczej inne określenia do głowy.

Dlatego głównie jestem tu ja, moje przemyślenia, moje doświadczenia.

Trochę nuda, ale pod paroma względami różnię się od większości rówieśniczek i to nie dlatego, że słucham Nirvany (choć słucham), lubię jeść lody z pudełka (choć uwielbiam) czy jestem uzależniona od seriali (choć nie jestem).

Bardziej to kwestia tego, że podjęłam kilka niepopularnych decyzji o swojej przyszłości. Ale, może się zdziwisz, nie spotkało się to ze zrozumieniem, akceptacją lub przynajmniej pilnowaniem własnego nosa ze strony znakomitej większości otoczenia. I cała radość z pierwszego kroku ku wymarzonej drodze życiowej poszła się kochać.

 

Jakie szkodliwe dla społeczeństwa decyzje podjęłam? Podam Ci kilka przykładów, ale na dwa sposoby.

• Przerwałam edukację w stacjonarnym liceum, gdzie nie miałam zbyt lekkiego życia. / Rzuciłam szkołę, bo jestem leniwą nierządnicą, której się nie chce do szkoły chodzić. Na pewno regularnie robię inhalacje jodowe. I zaraz dzieciaka sobie zrobię, żeby socjal dostać, bo przecież inaczej mogę równie dobrze szukać mostu.

• Zdecydowałam się skończyć szkołę średnią eksternistycznie. / A co ja sobie znowu wymyśliłam? Uczyć się nie chciało, to papier sobie kupię. I tak to nie to samo, co normalne liceum.

• Po maturze nie idę na studia. / To po co mi w ogóle matura… a przecież ja nawet szkoły nie skończyłam, to gdzie w ogóle temat zaczynać, nie dla psa Ty plebsie.

A to tylko smaczek, przedstawiony w duchu bezpiecznego internetu. Jednak nie piszę tego, żeby mówić mi, że super, że tak ma być, że jestem dzielna czy coś, daj spokój. Po prostu potrzebujemy tego do porównania.

Tak wyglądała moja sytuacja w momencie powstania tej strony. Teraz wygląda trochę inaczej.

• Zaliczyłam liceum na podstawie egzaminów eksternistycznych, tym samym w wieku 18 lat ukończyłam szkołę średnią.

• Przygotowuję się obecnie do matury, na którą wzięłam sześć rozszerzeń, bo uznałam, że jak dają możliwość, to biorę, a co mi tam, mogą być.

• Po maturze nadal nie idę na studia. W międzyczasie szukam najlepszych opcji, które pomogą mi robić to, co chcę w życiu robić.

 

Zatem, jakkolwiek patetycznie i naiwnie to nie brzmi, podążam swoją drogą na przekór światu.

” Nawet jeśli wszyscy już w ciebie zwątpili. Pokaż że się mylili!!!!!” 

Czekaj chwilę, bo teraz się krztuszę ze śmiechu. Aha, nie wspomniałam, mam słabe poczucie humoru. O czym to ja…

No, ja też bardzo nie lubię takich wzniosłych cytatów ani historyjek z szantażem emocjonalnym, który opowiada o jedynym dobrym człowieku, na którego bez powodu uwzięli się wszyscy pozostali, a oni byli tak źli, że generalnie Hitler im buty pucował, a Voldemort kawę podawał. Jednak on zawsze robi im na złość i zostaje panem życia, a tamci bardzo żałują, że jednak się z nim nie zaprzyjaźnili trochę.

Podstawowa różnica jest taka, że ja nie chcę, żeby potem wszyscy się bili w pierś  i mnie przepraszali, przyznawali mi rację, czy co tam innego.  Ja mam w dupie ich, bo to o siebie walczę, a nie o to, żeby im zrobić na złość albo coś tam udowodnić.

Okej, była przeszłość, jest teraźniejszość, a przyszłość?

Przyszłość ma jeden synonim. Podróże. Temu chcę poświęcić swoje życie, a najlepiej jeszcze związać pracę. Chcę być bardziej niż mieć. Kiedyś bym się nie odważyła, bo przecież mi się nie uda. Nie wierzyłam, że jak się chce, naprawdę chce, to się potrafi. Dopóki sama tego nie doświadczyłam.

 

No, tak Ci się przedstawię.

Ciekawa strasznie jestem, co teraz o mnie myślisz. Jeśli jeszcze tu  jesteś, bo zrozumiem, jeśli poddasz się po pierwszym akapicie. Ale jeśli jednak tu  jesteś, to chętnie się dowiem, jak wypadłam. Bo ja mam poczucie, że zbłaźniłam się przed milionami, kilkudziesięcioma widzami właśnie, ale w sumie siedzę przed monitorem sama, więc co mi szkodzi.

Dobra, teraz już i tak za późno – albo Cię przekonałam do siebie, albo nie. Mogłam o tym myśleć z 40 linijek tekstu wcześniej. Teraz mogę tylko się jeszcze raz przywitać.

Witam Cię w moim kawałku internetów!